Arnold Janssen - Postać Arnolda Janssena jest świetlanym i bardzo stosownym wzorem dla ludzi naszych czasów.

Zapraszamy właśnie Ciebie do posłuchania życiorysu św. Arnolda Janssena.

Drukuj

Świętość Natury

Nad oceanem indyjskim życie zaczyna się wraz ze wschodem słońca. Wczesnym rankiem wielu ludzi, rożnych ras, narodów , religii, koloru skory… zbliżają się do brzegu i milczą, tak jakby słowa były za małe.  Przy wschodzącym słońcu, nad oceanem widać pracowników, którzy zbierają śmieci. W czasie przerwy jeden z nich wyciągnął swoja Biblie i czytał głośno, a potem rozmawiał , jak mówił ze swoim Stwórcą… Wczesnym rankiem… ta wielka piękna plaża to miejsce modlitwy, spotkania Boga… szukania sensu, pośród szybkich minut dnia…
W pewnym momencie zauważyłam , ze pewien starszy , biedny pan zabierał wodę z oceanu do butelek i wkładał je do dużej torby. Podeszłam trochę zaciekawiona i zapytałam, czemu bierze te wodę, przecież słona i nie nadaje się do picia,  a on spojrzał na mnie i dalej stawiał pełne butelki. Po chwili usiadł i zaczął mówić: „Jestem Pastorem mego kościoła i dla nas woda z oceanu to BLOGOSLAWIENSTWO BOGA… przynoszące uzdrowienie i oczyszczenie naszych serc… Ocean został stworzony przez  Boga, a wszystko co jest JEGO REKAMI uczynione… jest święte… jest uzdrawiające… jest błogosławieństwem  dla każdego człowieka… Natura jest święta, bo to JEGO dzieło… Dlatego każdą niedziele rano, członkowie mojej wspólnoty przychodzą tutaj, by się modlić… wchodzą do oceanu i proszą o uzdrowienie… Dla nas to woda święta… bo to Bóg ja sam stworzył… „. Jakoś myślałam nad tym długo… o świętości natury… która dla Afrykańczyka jest miejscem modlitwy i uzdrowienia… Wczesnym rankiem każdego dnia tylu ludzi… w milczeniu za swoja Biblia… rozmawiających z Bogiem…
Kiedy już prawie odchodziłam, starszy pan dodał… „W codziennym oczyszczaniu duszy jest nasza moc … , pamiętaj dodał… przychodź tutaj dziennie… i oczyszczaj Twoje serce… bo Natura jest święta… i uzdrawiająca. Natura to dar Boga dla człowieka… „
Mądrość pokornego Afrykańczyka, to potrzeba Boga… który oczyszcza dusze, każdego dnia… niezależnie od miejsca… To dyscyplina codzienności, dla tych , którzy chcą żyć PRAWDA I MILOSCIA… nie tylko w Afryce…
  

Drukuj

Święte dni

Przybiegła Magdalena i usiadła w na posadzce naszej kaplicy. Jak zawsze krzyż był ustawiony przed ołtarzem, bo zbliżają się święte dni, które dla wielu ludzi wokoło nie maja wielkiego znaczenia. Dla niej sa jednak potrzeba serca. W swojej wędrówce życia potrzebuje chwil zatrzymania się na chwile, by zobaczyć jeszcze raz swoja codzienność, a w niej te wewnętrzną sile, dla której żyje i która ja prowadzi każdego dnia. Jak sama mówi, ze nie liczy się z opiniami ludzi, bo za bardzo ranią, ale ważna jest dla niej ta wewnętrzną siła, ten glos… który każe jej się zatrzymać , w te święte dni.
Siedziała dziś cały dzień w naszej kaplicy, a potem przybiegła do mnie i powiedziała, ze raz w roku tylko świętuje tzw. wielkie dni, i ma takie wielkie pragnienie, by zrobić wtedy cos pięknego dla swego Stwórcy… Wie, ze jej życie raniło Boga i ludzi, a przez to niszczyła siebie. Zawsze respektowała dni święte, które przeznaczała, tylko dla swego niewidzialnego Pana… i tylko wtedy chciała oddać JEMU wszystko, a szczególnie to, co znowu zraniło Boga i ludzi… w jej małym życiu. Kiedy wychodziła, wiedziałam, ze nie tak szybko ja zobaczę, wiec podeszłam, by się pożegnać. Zauważyłam w jej dłoniach worek z ziarnami kukurydzy… podarowała mi go mówiąc „ Wiesz, te ziarna, to moje codzienne posiłki. Zaczynam dzień z kukurydza… i kończę, jak i moje dzieci… Tak samo jest z moimi niewidzialnymi pragnieniami, z którymi zaczynam dzień i kończę… które dają mi sile, by iść pod każdą gore… i z nimi nie boje się niczego i nikogo… to one nadają sens moim świętym i zwyczajnym dniom… W nich odnajduje twarz człowieka i niewidzialnego Pana, który rozumie i nadaje sens… WSZYSTKIEMU! Ziarna kukurydzy… jest ich tak wiele, nawet nie można policzyć… jak moje upadki i powstania, jak moje łzy i uśmiechy, pomyłki i zwycięstwa… człowieka w codzienności”
Z daleka patrzyłam na kobietę, z dzieckiem na ramionach, dzbanem na głowie i w rękach niosła worki kukurydzy na następny dzień… który znowu chce uczynić świętym, by w każdym następnym ,znaleźć sile zaczynania dnia ,tym samym posiłkiem i sercem, pełnym tych samych niewidzialnych pragnień… które rozumie tylko TEN, który nadaje sens WSZYSTKIEMU… nie tylko w te ŚWIĘTE DNI…
    
  

Drukuj

Sukces

Prawie przy każdym domku w naszych wioskach jest napisane „Welcome”, co oznacza, ze każdy jest witany bardzo serdecznie. W Afryce PLD. gdzie żyje mieszanka ras, kultur, religii i narodowości, każdy chce być mile widziany w drzwiach sąsiada. I ciekawe jest to, ze ludzie próbują to robić nawet wtedy, kiedy nie znają witanego. „Welcome” napisane na kolorowo, na chodniku, na trawie, na drzwiach. Przypominają mi się ulice Belfastu w Irlandii Północnej, kiedy pierwszy raz widziałam ulice podzielone murami. Ci sami ludzie i tylko dwie religie: katolicy i protestanci odgrodzeni  od siebie, ponieważ bliskość prowadziła by ich do ponownej walki.
Pierwszym dzieckiem, które zmarło w naszej klinice z powodu AIDS był siedmioletni chłopak, którego ojciec pochodził z Indii, a Matka z naszego regionu Venda. Oboje już nie żyli. Babcia była dla niego wszystkim na tym świecie. Chłopak ten zawsze biegający po naszym podwórku tryskał radością, nie wiedząc nawet jak bardzo był chory. Kiedyś zapytałam jego babcie, co robi, ze on wygląda na takiego szczęściarza? Babcia usiadła i powiedziała „on się czuje wszędzie mile widziany, może dlatego ze jest inny, ludzie go bardziej kochają, podziwiają jego urodę, dzieci chętnie się z nim bawią i te nasze i hinduskie, żyje jak taki wolny ptak…” Pamiętam jego odejście w szpitalu i jego pogrzeb, to była manifestacja rożnych ras, kultur i religii na naszym małym wiejskim cmentarzu.
Wielkim sukcesem Afryki PLD. jest to, ze mimo trudności i różnic ludzie potrafią żyć razem. Jedni próbują zapominać o bolesnej przeszłości, a drudzy uczą się ze swoich błędów. Wiedzą, ze życie pełne sensu nie osiąga się dzięki kilku wielkim nieśmiertelnym czynom, ale dzięki wielu małym… i nie boją się przegrywać,  bo są świadomi, ze jeśli Człowieka nie można zniszczyć, to jest on zwycięzcą, nawet jeśli poniósł porażkę. Wartość człowieczeństwa nie zależy od osiągnięć, ale od ciągłego rozpoczynania na nowo, bez żalu i nienawiści.    

Drukuj

Światło

Leżał przy drodze. Wszyscy przechodzili obojętnie i ja tez… bałam się, ze jest jakiś złodziej, i może mi cos ukraść, może tylko udaje… Dlatego przeszłam szybko i udawałam, ze go nie widzę. Miałam trochę wyrzuty sumienia… wiec w sercu moim trochę się za niego pomodliłam, ale tylko tak by być spokojniejsza. Po chwili słyszałam, jak wołał o światło… byłam, tak zdziwiona, ze już nie mogłam dalej udawać… od razu podeszłam, chyba tylko dlatego, ze czułam się takim tchórzem, który na wszystko ma dobre wymówki… i byłam tez trochę ciekawa, z powodu jego wołania…
„Jestem niewidomy… zaczął, zgubiłem drogę, i nie wiem jak ja odnaleźć… szukam już kilka dobrych godzin, ale nic, zawsze się staczam, bo mylę kierunki, a kiedy raz to zrobię, już potem nie wiem, jak dalej iść… jeśli słońce świeci mocno, to widzę trochę światła i to pokazuje mi kierunek drogi… Mój ojciec, który tez uczył mnie pierwszych kroków zawsze powtarzał, ze mam szukać światła… i za nim podążać. Kiedy ono przenika moje oczy, czuje taka pewność i pokój… Pomóż mi odnaleźć światło, które wskaże drogę…” W tym dniu było pochmurno… i w dodatku moje wyrzuty sumienia, bo przecież myślałam, ze to złodziej… czułam się taka bezsilna… i zawstydzona… dobrze, ze nie widział mojego wyrazu twarzy… Ale w jednej minucie wpadłam na pomysł, by podał mi rękę, a ja go poprowadzę, bo znam tutejsze drogi. Okazało się, ze prosił o drogę do swego kościoła protestanckiego, którego ludzie nazywają DOMEM NADZIEJI… Kiedy weszliśmy, wszyscy już czekali na niego, z zapalonymi świeczkami, bo w tym dniu było pochmurnie… a tylko promyki światła, dają mu poczucie pewności, pokoju, pewnej drogi, kierunku, rodziny… i domu…
Już go więcej nie spotkałam, ale to właśnie on… uświadomił mi, jak ważne jest życie w światłości… Kiedyś KTOS powiedział… ”Ja jestem światłością… droga… miłością” Sztuka jest tylko by znaleźć te właśnie Światłość, która nie gaśnie… która jest OBECNOSCIA szczególnie wśród ciemności życia… może potrzeba tylko kochającego serca Magdaleny, które potrafiło rozpoznać to światło… i te miłość w zwykłym ogrodniku… może potrzeba tylko spojrzenia sercem…

Drukuj

Światło nadziei

Ludzie  w Afryce zawsze maja nadzieje… to światło nie zanika z ich życia… tak jak gorące słońce… Nadzieja to wielka siła cierpiącego ale uśmiechniętego kontynentu… W każdą sobotę od samego rana większość ludzi na naszych wioskach jest na rożnych pogrzebach. W takich momentach słychać  płacz wszędzie, ale pomimo tych łez… maja nadzieje, bo pewnego dnia znowu będą razem… i wierzą , ze po trudnych dniach znowu zaświeci to wielkie słońce Afryki…
Nelson Mandela po 14 latach bycia w wiezieniu otrzymał pozwolenie, by zobaczyć swoja córkę. Przyjechała do wiezienia już dorosła i piękna kobieta, ze swoja nowo-narodzona córeczką . Jak sam pisze, było to jedno z najpiękniejszych przeżyć  więziennych… Trzymał to maleństwo długo w swoich ramionach , a oczy jego były pełne łez… z radości! Według  jego tradycji- tzw. Xhosa, dziadek nadaje imię nowo-narodzonemu dziecku. Mandela miał tylko jedno w swoim sercu „Zaziwe” , co znaczy Nadzieja… Kiedy opuścił wiezienie, powiedział :” To imię ma szczególne znaczenie dla mnie, ponieważ w ciągu tylu lat cierpień więziennego życia, wielu ludzi mnie opuściło, straciłem zdrowie, czasem trudno nawet było wypowiadać słowa… ale nadzieja nigdy mnie nie opuściła… i tego tez chciałem dla mojej wnuczki, tylko to jedno życzenie miałem w swym sercu… by w ciągu jej życia… nigdy nie zabrakło jej nadziei… „ Może dlatego Nelson Mandela… nigdy w życiu nie poczuł się rozczarowany… nie ulegał psychicznej depresji… bo wierzył, ze światło Afryki nie zagaśnie…
Immaculee IIibagiza w Rwandzie przeżyła 91 dni z dziewięcioma innymi kobietami w malej, szczelnie zamkniętej  łazience, w czasie wielkiej masakry, w 1994 roku, kiedy to 800 000 ludzi zostało zamordowanych w brutalny sposób…  Straciła rodzinę już w pierwszych dniach… Pomimo to Immaculee wierzyła… w to wielkie światło Afryki… każdego dnia powtarzając „ Miej zawsze nadzieje, a znajdziesz pokój w swoim sercu… „ Dlatego ten wielki kontynent uśmiecha się ciągle na nowo… bo wierzy , w to co nie widzialne… dla oczu, a tylko dla serca… Może to jest właśnie największą  siłą… człowieka XXI wieku … nie tylko w Afryce…

Drukuj

Pokaz życia

Ostatnio czytałam taka historie… Pewna młoda para małżeńska przyszła na bal. Mężczyzna zaprosił żonę do tańca, ale ona jakoś delikatnie odmówiła, prosząc by poczekać… az inni zaczną tańczyć… nie chciała być pierwsza na sali, by nikt nie zauważył, tego, ze myli kroki, ze już trochę zapomniała jak się naprawdę tańczy. Czekali trochę… wtedy zaczęła tańczyć pierwsza para, prawie profesjonalnie… pięknie, następne tez po prostu super… Wtedy to młoda kobieta zdecydowała się na taniec z mężem w tłumie… Nagle na sale wchodzi kobieta ze swym mężem na wózku inwalidzkim… Tańczy obok niego, śmieje się, a on przeszczęśliwy wymachuje rękoma, kobieta wymyśla jakieś dziwne kroki obok wózka tylko dlatego by się zrobić mężowi chwile radości… Na końcu  obejmuje męża czule i schodzi ze sceny… Wtedy jakby zapanowała cisza na sali, ludzie wstali i zaczęli bić brawa dla tej właśnie pary… Ta para poruszyła wszystkich tańczących  wokół… bo to co jeszcze dotyka serca ludzkiego, to nie pokaz doskonałości… ale pokaz miłości… nie profesjonalne kroki tańca, ale śmieszne czasem, Male gesty szczerej miłości… Taki pokaz życia… prostego i szczerego…
Dzisiejszy świat ciągle narzeka na brak czasu… dlatego tak trudno mówić o życiu, którego się przecież nie żyje… bo się nie ma czasu… Ponoć kiedyś Aniołowie wyprosili u Pana Boga dodatkowa godzinę dla ludzi w ciągu dnia, by ziemianie mieli czas na modlitwę, ale oczywiście pomysł okazał się chybiony… bo dziś dla wielu czas to pieniądz… , a wiec wieczna gonitwa… tylko, ze pieniądz jest znikomy, a miłość trwa… Dlatego taki pokaz życia, gdzie 165 milionów Europejczyków , to znaczy 38 procent mieszkańców kontynentu , cierpi na zaburzenia psychiczne, takie jak depresja, napady leku, bezsenność… Taki pokaz bezsilności człowieka w tym zmaterializowanym świecie…
W Afryce zauważyłam, ze Muzułmanie w każdy piątek o 13 godzinie zamykali swoje sklepy na dwie godziny by się wspólnie modlić. Był to czas największej sprzedaży artykułów. Jednak ten czas jest prawie świętością dla Muzułmanina… taki pokaz wiary i wierności. Bóg na pierwszym miejscu…
Wybór należy do każdego  z nas... Tyle rożnych pokazów, jedne z wyboru, inne  bo jakoś przeznaczenie tak pokierowało. Taki pokaz życia… Nie chodzi o to, kto jest lepszy, bardziej wspaniałomyślny czy pokorny, ale o to by iść dalej, ze swoim własnym pokazem życia… do domu OJCA…

Misje

polska

Praca w Polsce

Modlitwy

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij