Drukuj

Dom dla dzieci

Naprzeciwko klasztoru Annuntiata  w Raciborzu jest nieduży domek. W godzinach przedpołudniowych zazwyczaj stoi pusty i cichy, wokół biega biały pies- labrador. Popołudniu z domu, z podwórka dobiegają dziecięce głosy. Zaczyna się normalny dzień, kolejny dzień życia Domu dla Dzieci im. Jana Pawła II-go. Dom działa od 09.01.1995 roku. Prowadzony jest przez Siostry Służebnice Ducha Świętego i wolontariuszy nieodpłatnie. Prowadzi go s. Zygmunta Sikacka przez ostatnie lata pomagała jej s. Josefina. Do pomocy przy odrabianiu lekcji często przychodzą też inne siostry, nieocenioną pomocą są wolontariusze, niektórzy zaangażowani od lat, nieliczący czasu i zmęczenia. Dzieci przychodzą codziennie od poniedziałku do piątku. Otrzymują ciepły posiłek, codziennie jest wspólne odrabianie lekcji, pomoc w przygotowaniu do zajęć szkolnych, w wychowaniu- samowychowaniu. Dzieci mogą pracować manualnie według swych zainteresowań. Powstaje tutaj wiele prac ręcznych, szczególnie kartek okolicznościowych, które zachwycają precyzją i pięknem. Prowadzone są spotkania profilaktyczno-wychowawcze, terapia zajęciowa, zajęcia rekreacyjne i sportowe, konkursy. W czasie ferii i wakacji organizowane są wycieczki piesze, rowerowe, autokarowe dwutygodniowe wyjazdy pod namioty lub do ośrodków wypoczynkowych. Dającym wiele radości i wzruszeń są momenty wspólnego przygotowania i świętowania Świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Dnia Dziecka itp. Wychowanie, które promuje się w tym domu dotyczy wartości chrześcijańskich. Około czterdziestu dzieci, (najczęściej stała grupa każdego dnia), korzysta rocznie z Domu dla Dzieci, wnosząc do niego swoje radości, smutki, historie…

Drukuj

Praca Referentki Misyjnej

W naszym klasztorze w Raciborzu są różne miejsca i pokoje. W jednym z nich pracuje s. Łucja Joanna Malinowska. Często można ją zastać w biegu, pośród różnych zajęć, załatwiania, zdzwonienia po urzędach.
Oto kilka zdań, które pisze ona sama, o swojej pracy.
Głównym zadaniem referentki misyjnej, czy sekretarki do spraw misji, jest troska o misjonarki. Aktualnie mamy 58 misjonarek, które  pracują w 21 krajach misyjnych i 31 sióstr pracujących w 9-ciu krajach Europy. Wszystkie one wyjechały z naszego klasztoru Annuntiata. Siostrom wyjeżdżającym z kraju  pierwszy raz,  trzeba załatwić wszystkie formalności wyjazdowe –legalizację dokumentów, świadectw i dyplomów, wizy, bilety i wyposażenie, oraz kursy językowe.
Misjonarkom przebywającym na urlopie w Ojczyźnie – a jest ich każdego roku kilka lub kilkanaście – umożliwia się różne badania lekarskie i leczenie. Także rekolekcje, czy kursy. Organizuje się też dla nich różne spotkania, np. dla Misjonarzy przebywających na wakacjach w Ojczyźnie.
Też z wszystkimi misjonarkami utrzymujemy kontakt, regularnie wysyłamy wiadomości i czasopismo misyjne ”Misjonarz”.  Pomagała mi w tym przez wiele lat s. Angelika Witala obecnie zaś s. Miriam Nakonieczna.
Drugim bardzo ważnym zadaniem naszego  referatu  misyjnego jest animacja misyjna. Współpracujemy z Papieskimi Dziełami Misyjnymi i Referatem misyjnym Księży Werbistów. Bierzemy udział w różnych Sesjach i Sympozjach Misyjnych, czuwaniach modlitewnych, rekolekcjach. Organizujemy też spotkania w różnych grupach z naszymi misjonarkami  i wyjazdy do parafii – najczęściej do rodzinnych parafii  misjonarek podczas, których dzielą się radościami i problemami swojej misyjnej pracy. Rozprowadzamy materiały misyjne – czasopisma, książki, kalendarze i listy naszych misjonarek.                                                                          
Zadaniem referentki misyjnej jest też troska o umisyjnianie katechetek, by ich katechezy i spotkania z dziećmi też miały wydźwięk misyjny. Staram się dostarczać im różne materiały i pomoce misyjne.
Kolejnym zadaniem  referentki misyjnej jest kontakt z naszymi dobroczyńcami i przyjaciółmi misji. Tym, przede wszystkim zajmowała się s. Angelika. Dziękuje się im listownie za każdą ofiarę misyjną i co miesiąc odprawia się u nas Msza św. za Dobroczyńców i Przyjaciół Misji. Raz w roku organizujemy w naszym klasztorze w Raciborzu, spotkanie dla rodzin misjonarek. Utrzymujemy z nimi kontakt – taki trochę świąteczny – tzn. wysyłamy listy i życzenia na święta, ale też staramy się uczestniczyć w ich radościach i smutkach - Jubileuszach, no i pogrzebach. Gdy tworzyłam biuro misyjne, to najwięcej czasu i energii, którą miałam zajmowała mi animacja misyjna i tworzenie materiałów, których wtedy było bardzo mało. Przez  jedenaście lat jeździłam po parafiach, całej Polski pociągami. Tłukłyśmy się po nocach na drugi koniec Polski, np. aż pod Szczecin i siedziałyśmy tam tydzień, katechizując w okolicznych parafiach, bo religia była w salkach.
Zawsze miałyśmy 4-5 Kościołów do obsługi. Księża po nas co rano przyjeżdżali. Wyjeżdżałyśmy w piątkę, bo i dodźwigania było -rzutnik, przezrocza, magnetofon, kable, obrazki, materiały... Potem zaraz np. ze Szczecińskiego jechało się na Pomorze i kolejny tydzień pracy. Zazwyczaj cały wrzesień i październik byłyśmy na wyjazdach. Wtedy nie wolno nam było mieć konta i emerytur nie było. Więc to, co dostałyśmy w parafiach musiało wystarczyć na cały rok pracy. Wspominam ofiarność ludzi, wspólne śpiewanie i czasami przeraźliwy ziąb w kościołach. Dzisiaj jest inaczej ale nadal to, co robimy staramy się robić dla misji.
s. Łucja- Joanna Malinowską /referentka ds. misji w naszym Zgromadzeniu/

Drukuj

Katechetka Niesłyszących

Wywiad Ludwika Kamińskiego z Siostrą Moniką Polok - Katechetką Niesłyszących


Siostra Monika Polok jest dobrze znana i ceniona w środowisku Niesłyszących. Proszę podzielić się z nami: Co zadecydowało o życiu i pracy w Zgromadzeniu Zakonnym oraz specjalizacji pracy z Niesłyszącymi? Jakie były tego początki?

Co zadecydowało o podjęciu życia zakonnego? To trudne pytanie… Jednym słowem można powiedzieć: Pan Bóg mnie powołał i czułam, że nie mogę Mu odmówić. Już we wczesnej młodości czułam w duszy cichy głos powołania, ale nie byłam pewna czy to naprawdę Bóg mnie chce mieć w swojej służbie. Głos ten był z latami coraz mocniejszy i w końcu powiedziałam jak prorok Izajasz: „Oto jestem! Poślij mnie!”(Iż 6,4). I poszłam do klasztoru na tej samej ulicy, na której mieszkałam. Chciałam zostać misjonarką więc wybrałam Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego w Raciborzu.


Jak się to stało, że pracuję wśród Niesłyszących?


Po kilku latach formacji zakonnej przełożone zlecają młodej siostrze konkretne zadanie. Tak się złożyło, że mój dawny Ksiądz katecheta był (i jest nadal) duszpasterzem niesłyszących w Raciborzu (ks. Prałat Jan Szywalski). Przy okazjonalnym spotkaniu z nim powiedział mi, że szuka kogoś do pomocy w prowadzeniu kursu do I Komunii świętej dla dzieci niesłyszących na Górze św. Anny. I wtedy Ksiądz zagadnął mnie  czy nie mogłabym ja podjąć się tego zadania. Kurs taki trwał pełne dwa tygodnie w czasie wakacji letnich. Moim zadaniem miała być praca o charakterze opiekuna/wychowawcy. Nie czułam się w tej roli , gdyż nie miałam żadnego pojęcia o pracy wśród niesłyszących. Nie znałam ani jednego znaku migowego. Nigdy nie miałam kontaktu z osobą głuchoniemą! Ksiądz zwrócił się do przełożonej z prośbą o jedną siostrę proponując moją osobę. Przełożona się zgodziła i w lipcu 1981 roku znalazłam się w środowisku niesłyszących dzieci. Było to trudne dla mnie zadanie, ale dużo się modliłam i wszystko oddałam w ręce Boga mówiąc: „Boże, jeśli chcesz, abym tu była - to mi pomóż!” Byłam młoda, pełna zapału. Dzieci szybko mnie zaakceptowały, a nawet cieszyły się moją obecnością i z tego, że mogą mnie uczyć języka migowego. Powolutku zaczęłam „łapać” migi jeden za drugim. Pamiętam, że nawet modliłam się w swoim pokoju w języku migowym a w łóżku jeszcze ćwiczyłam palcówkę, migi  modlitw…
Po kursie na Górze Św. Anny, na prośbę ks. Szywalskiego, pojechałam do Wrocławia, aby zapoznać się z fachową pracą duszpasterską wśród niesłyszących. Wtedy był to chyba najlepszy ośrodek duszpasterstwa niesłyszących w Polsce. Prowadził go ks. Kanonik Kazimierz Błaszczyk. Przez 3 tygodnie brałam udział w prawie wszystkich zajęciach tego Duszpasterza od katechezy dla dzieci i młodzieży po nauki przedślubne i msze święte czy indywidualne spotkania i rozmowy.
Po powrocie do Raciborza od razu podjęłam pracę katechetyczną dla dzieci szkoły podstawowej, potem zawodowej. Trzeba pamiętać, że nauka religii nie miała wtedy miejsca w szkole! Sama musiałam przyprowadzać i odprowadzać dzieci z Ośrodka do salki w Domu Pomocy Społecznej i z powrotem do Ośrodka. W następnym roku już mogłam uczyć w internacie w godzinach popołudniowych a od 1990 roku religia znalazła się w programie zajęć szkolnych i tak jest do dziś.
Tak wyglądały początki mojej pracy a specjalizowałam się na przestrzeni wielu lat. Jak już wspomniałam najpierw byłam samoukiem, podglądałam jak to robią fachowcy-duszpasterze. Uczyłam się z książek a także od dzieci i młodzieży coraz to nowych migów. Pracę łączyłam z modlitwą i Pan Bóg mi zawsze pomagał.
Gdy zaczynałam miałam przygotowanie jako zwykła katechetka. Później musiałam się dokształcać. Najpierw z języka migowego (kilka stopni kursu), potem studiowałam teologię a następnie surdopedagogikę. Uczyłam się długo, ale z wielkim zainteresowaniem, bo zależało mi na tym, aby fachowo pracować wśród niesłyszących.


Skąd pomysł Siostry na napisanie dwu tak potrzebnych książek: „Jubileusz 170-lecia Szkoły dla Głuchych w Raciborzu", oraz "Głusi mówią"? Dla nas niesłyszących jest zastanawiające, że żaden nauczyciel niesłyszących o tym nie pomyślał, a Siostra Zakonna napisała aż dwie książki.
Od czasu podjęcia pracy w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Raciborzu interesowała mnie historia jego powstania. W szkole były albumy ze zdjęciami, jakieś kroniki, ale wszystko z czasów powojennych. Na dwóch stronach maszynopisu był krótki opis powstania szkoły. Szukałam dalej i dotarłam do źródeł, ale niestety, wydanych w języku niemieckim i to napisanych gotykiem! Racibórz przed II wojną światową należał do Niemiec. Wiedziałam, że broszura wydana z okazji 100-lecia istnienia szkoły jest unikatowa pozycją książkową. Zawierała bardzo dużo informacji o szkole a także zdjęć od jej powstania do 1936 roku. Przy pomocy innych osób udało się tę książeczkę przetłumaczyć i rozpowszechnić zawarte w niej informacje.
Pisząc swoją pracę magisterską na temat katechezy w Ośrodku dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Raciborzu wydobyłam na światło dzienne wiele nieznanych faktów z historii jego powstania i działalności nie tylko z czasów przedwojennych, ale i powojennych.  Dyrekcja Ośrodka prosiła mnie o szersze opracowanie historii i wydanie tego drukiem na 170-tą rocznicę powstania Ośrodka. Podjęłam się tego zadania przy współpracy ks. Prałata Jana Szywalskiego, który posiada unikatowe pozycje historyczne z tej dziedziny i dobrze zna język niemiecki.                  
Aby książka była ciekawa dla większego grona czytelników poprosiłam naszych uczniów i wychowanków o napisanie swoich przeżyć związanych ze szkołą i umieściłam je w tej książce.
Gdy książka się ukazała spotkałam się z prośbami wielu innych niesłyszących osób, które chciałyby tez opowiedzieć o swoich losach życia. Zgodziłam się i po zebraniu większej liczby takich wypowiedzi-pamiętników powstała druga książka: „Głusi mówią”.
W roku 1998 na łamach "Świata Ciszy" ukazał się artykuł pt. "Dzieci mniejszego Boga", w którym żaliłem  się, że mimo ogromnej pracy Kościoła dla Niesłyszących, wciąż jest dużo do zrobienia. W ciągu minionych 10-ciu lat Kościół i Księża naprawdę bardzo dużo zdziałali dla Niesłyszących w Polsce. Nastąpił dalszy duży postęp, zastosowano nowoczesne środki i metody w pracy z niesłyszącymi. Duże zasługi ma w tym Katolicka Misja dla Niesłyszących w Bytomiu i jej Dyrektor, Ks. Grzegorz Sokalski.

Jak Siostra ocenia obecny stan Duszpasterstwa Niesłyszących w Polsce? Czy Siostra mogłaby wskazać jego plusy i minusy oraz konkretne dalsze potrzeby ?

Ogólnie można powiedzieć, że stan naszego polskiego duszpasterstwa Niesłyszących jest dobry a nawet bardzo dobry. Porównując nasze działania z działaniami w wielu innych krajach możemy być dumni, że Niesłyszący w Polsce mają stosunkowo dużo duszpasterzy i dobrze działających ośrodków duszpasterskich.
We wszystkich szkołach/ośrodkach szkolno-wychowaczych dla niesłyszących jest nauka religii, w znacznej większości w języku migowym a więc zrozumiałym i przystępnym. W większych miastach są sprawowane Msze święte w języku migowym przynajmniej raz w miesiącu, w niektórych w każdą niedzielę, a znam taki ośrodek, w którym taka msza święta jest codziennie! Głusi mają możliwość wyspowiadania się, wzięcia udziału we Mszy św., w rekolekcjach, dniach skupienia czy naukach przedślubnych specjalnie dla nich. Są organizowane oazy dla dzieci i młodzieży, pielgrzymki do sanktuariów w kraju i zagranicą. Duszpasterstwo niesłyszących rozwija się bardzo szybko. Pamiętam moje początki i warunki nauczania religii i musze przyznać, że widzę ogromną różnicę między tym co było 20-30 lat temu z tym co jest dzisiaj! Jest naprawdę wielki postęp.


Minusy duszpasterstwa Niesłyszących:
- Księża duszpasterze niesłyszących są często przepracowani. Mają obowiązki w parafii, w duszpasterstwie osób słyszących i dodatkowo duszpasterstwo niesłyszących. Często nie mają czasu na duszpasterstwo specjalistyczne.
- Ciągle za mało jest współpracy między duszpasterzami, katechetami. Wielu zaczyna swoją pracę nie mając żadnego oparcia, pomocy. Zdani są na własne pomysły, inicjatywy. Inni mają wiele doświadczenia, ale nie mają okazji się tym podzielić. Każdy robi sam co umie i może. Rzadko można się spotkać i wymienić doświadczenia czy pomoce katechetyczne. Sądzę, że bardzo wskazane byłoby zorganizowanie warsztatów katechetycznych a przynajmniej regularnych spotkań katechetów i duszpasterzy niesłyszących.
Pamiętam znamienne słowa, wypowiedziane ponad 35 temu, przez ówczesnego Opiekuna Duszpasterstwa Głuchych w Polsce, JE. Ks. bp Herberta Bednorza, na jednym ze Spotkań Księży Duszpasterzy Niesłyszących w Katowicach-Panewnikach: „Kościół wysyła misjonarzy w dalekie kraje, aby ratować dusze nieśmiertelne - jakżeby mógł zapomnieć o Was, którzy ratujecie dusze tych nieszczęśliwych, tu u nas w kraju". - Czy obecnie Biskupi udzielają konkretnej pomocy i wsparcia duszpasterzom Niesłyszących, czy też są oni w nowych warunkach zdani na samych siebie, swoje inicjatywy i możliwości? Proszę o parę konkretnych przykładów.

Ogólnie można powiedzieć, że nasi księża biskupi troszczą się o ewangelizację wśród niesłyszących. Na pewno każdemu z nich leży na sercu troska o osoby niesłyszące. Ci, z którymi ja się spotykam zawsze chętnie przyjmują zaproszenia na różne uroczystości czy to z okazji przyjęcia sakramentów, czy jubileuszów. Dbają o to, by odpowiedni księża pracowali na odpowiednich miejscach i stanowiskach, ale trzeba pamiętać, że nie da się zaradzić tak licznym potrzebom duszpasterskim wszystkich! Owszem, bywa tak, że księża biskupi przemieszczają duszpasterza migającego na małą parafię a w większych miastach brakuje takiego duszpasterza. Ale to zdarza się rzadko choć nie powinno tak być. Biskupi czasem zapominają o tym i gdy się to zdarza to diecezjalny duszpasterz odpowiedzialny za duszpasterstwo niesłyszących w diecezji powinien upominać się o to w kurii, by księża znający język migowy pracowali w większych miastach a nie na wsi, gdzie nie ma niesłyszących!


Za granicą jest kilka księży niesłyszących. W Polsce jest znany tylko jeden wypadek wstąpienia do zakonu dziewczyny niesłyszącej, która jednak nie wytrwała w zakonie i musiała wrócić do stanu świeckiego.  Jak Siostra uważa, czy stan kapłański i zakonny jest bardzo trudny i raczej wykluczony dla Niesłyszących?


Jest prawdą, że za granicą są niesłyszący księża i siostry zakonne. Są nawet zgromadzenie zakonne sióstr niesłyszących, ale mających na celu niesienie pomocy osobom niesłyszącym.  W Polsce już kilka razy zastanawiano się nad tą sprawą. Nie można powiedzieć, że niesłyszący nie mogą być kapłanami czy zakonnikami, ale trzeba pamiętać, że jest to bardzo trudne. Sądzę, że dla osoby zupełnie głuchej i posługującej się tylko językiem migowym życie zakonne w gronie osób nie znających tego języka jest raczej nie do przyjęcia. Osoba taka będzie odosobniona, zupełnie sama a w życiu zakonnym chodzi o życie wspólnotowe. Dla osoby niedosłyszącej i mówiącej, przynajmniej trochę, jest to możliwe, ale myślę, że bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli będzie jedyną niesłyszącą w zgromadzeniu. Inaczej będzie jeżeli w klasztorze znajdzie się więcej osób niesłyszących, dla których stworzy się odpowiednie warunki. To jest możliwe. Podobnie niesłyszący chłopcy mogliby i w naszym kraju zostać kapłanami czy zakonnikami, ale obecnie nasze władze kościelne zbyt kurczowo trzymają się przepisów dotyczących przygotowania i warunków przyjęcia kandydatów do kapłaństwa czy zakonu. Inną trudnością jest przygotowanie kandydata do stanu duchownego. Kto się podejmie tego zadania?

Zupełnie inaczej wygląda ta sprawa z osobą, która ogłuchła i nie ma problemów w porozumiewaniu się z osobami słyszącymi  i niesłyszącymi.  Tu nie widzę problemu… To jest realne tak dla dziewcząt jak i dla chłopców. Taka osoba powinna wtedy pracować przede wszystkim dla osób niesłyszących. A takie przypadki mamy w naszym kraju.

Wiara osób niesłyszących jest obecnie pod silną presją ateizacji, upadku wartości, rozluźnienia moralnego, a także niebezpieczeństwa manipulacji, np. przez różne sekty. Księża i Siostry na pewno bardzo się starają otoczyć opieką duszpasterską niesłyszących. Jaka byłaby możliwość pomocy ze strony świeckich osób, upowszechnienia w całej Polsce doświadczeń i osiągnięć Katolickiej Misji dla Niesłyszących w Bytomiu? Mam na myśli świeckie osoby słyszące i niesłyszące.

Sądzę, że nadszedł czas głoszenia Ewangelii przez ludzi świeckich. Wiele osób świeckich, często młodych, pełnych zapału i pomysłów, z radością oddaje się służbie na rzecz osób niepełnosprawnych czy niesłyszących. Kościół w Polsce ciągle jeszcze za mało zadań zleca osobom świeckim, także niesłyszącym. Jeszcze niedawno nie było nawet ministrantów niesłyszących. Dzisiaj już tacy są. Są nawet niesłyszący szafarze Komunii świętej. Myślę, że o tym trzeba mówić i domagać się, by osoby niesłyszące były traktowane wszędzie na równi z osobami słyszącymi. W ostatnich latach poczyniono wiele, ale jest jeszcze dużo do zrobienia.
Wielebna Siostra odważnie podejmuje i próbuje realizować różne nowatorskie zadania i problemy dla Niesłyszących. Pomijając poprzednie już zrealizowane, ostatnio na zaproszenie Zarządu Koła PZG w Raciborzu, podjęła się Siostra zadania wygłaszania comiesięcznych wykładów i prowadzenia dyskusji na tematy religijne. Przypominają się mi prorocze słowa Ks. Jakuba Falkowskiego - założyciela pierwszej w Polsce szkoły dla głuchych, który w swoim czasie powiedział, że „przyjdzie czas, gdy głusi będą wymagać od swoich nauczycieli rozmaitych sztuczek". - Czyżby ten czas już nastąpił? Przecież Niesłyszący pytają się o sprawy dotąd między sobą nie dyskutowane: życie pozagrobowe, kremację zwłok, duszę ludzką, istnienie i działanie duchów,  aniołów, szatana…

Niesłyszący chcą i potrzebują spotkań z osobami duchownymi poza Kościołem. Choć jestem zaangażowana w duszpasterstwie niesłyszących w Raciborzu od 28 lat dopiero teraz głusi sami zwrócili się do mnie z prośbą o regularne spotkania na tematy religijno-duchowe. Trzeba pamiętać, że starsze pokolenie osób niesłyszących nie miało okazji uczestniczenia w regularnych lekcjach religii. Dzieci i młodzież w internatach czy innych zakładach szkolno-wychowawczych nie miała możliwości brania udziału w lekcjach religii a nawet niedzielnej Mszy świętej! Ja sama pamiętam czasy gdy o Bogu i sprawach duchowych mówiło się tylko w domu i w kościele. Komunizm zrobił swoje. Dzisiaj o wierze mówi się swobodnie w pokoju nauczycielskim, w biurze, warsztacie, sklepie czy w kolejce do lekarza. Nie trzeba się ani bać ani wstydzić.
Osoby Niesłyszące mają wielkie zapotrzebowanie na rozmowy o Bogu i sprawach duchowych. Dziś jest wiele duszpasterzy i katechetów dobrze znających język migowy i mających dobry kontakt z niesłyszącymi stąd cieszy to, że mogą się spotykać razem także w świetlicach. W moim przypadku - jak Pan wspomniał - spotkania maja miejsce w świetlicy PZG w Raciborzu. Na pierwszym spotkaniu zasypano mnie licznymi pytaniami dotyczącymi życia nadprzyrodzonego i duchowego. Pytano a Boga i człowieka, o anioła, szatana, opętania, życie pozagrobowe, itd.
To cieszy, że ludzie pytają. Nie dziwię się wcale, że wielu podstawowych prawd nie znają, bo nie mieli okazji ich poznać. Pytania świadczą jedynie o tym, że myślą i chcą znać prawdę o Bogu i człowieku. Bardzo mnie to cieszy i już się cieszę na nasze następne spotkanie, bo tu się spełnia moje misyjne powołanie.
Dziękuję za rozmowę. Przy tej okazji pozdrawiam wszystkich Niesłyszących, ich duszpasterzy a także osoby świeckie zaangażowane w niesienie pomocy osobom Niesłyszącym. Szczęść Boże!
 
 
 
 
 
źródło  http://wiadomosci.onsi.pl/info,1933.html#.Uzkt3fl_sw8

Drukuj

Siostra Antonia dostała SuperPantofelek

Nagroda dla ludzi działających na rzecz innych, którą przyznaje Forum Kobiet Powiatu Raciborskiego, trafiła do zakonnicy z klasztoru Annuntiata. Ma szczególny wymiar bo podsumowuje 10-lecie istnienia Forum.
Siostra Antonia (Zofia Gruntowska) powiedziała odbierając nagrodę, że zawdzięcza ją miłości chrystusowej, bo bez niej nie sposób służyć potrzebującym, tym, którzy potrzebują od drugiego człowieka wsparcia. - Chrystus był i jest dla mnie wzorem i przykładem jak należy służyć - stwierdziła laureatka. Na Zamek Piastowski, gdzie odbyła się uroczystość, przyszła w gronie podopiecznych, które zaśpiewały "Życzymy, życzymy" ubrane w regionalne stroje.

Uroczystości towarzyszył program artystyczny przygotowany przez wychowanków Młodzieżowego Domu Kultury w Raciborzu. Na scenie wystąpiła również z krótkim programem aktorka teatralna Maria Meyer. Galę Super Pantofelek zorganizowało wspomniane Forum Kobiet a także Powiat Raciborski i Zamek Piastowski w Raciborzu. Kandydatami było ośmiu dotychczasowych laureatów nagrody „Pantofelek”:

  •     Lucyna Rajczykowska (lekarka, wykładowca medycyny paliatywnej),
  •     Alfred Malcharczyk (cukiernik, angażujący się w wiele działań charytatywnych),
  •     Siostra Antonia (inicjatorka programu profilaktycznego „Ave Maris Stella”),
  •     Maria Skora (założycielka Fundacji Gniazdo w Modzurowie i świetlic gminnych),
  •     Czesława Kordyaczny (członek zarządu TMZR, założycielka grupy Kobiet Aktywnych, działaczka ŚUTW),
  •     Teresa Szymańska (członek Parafialnego Zespołu Caritas, organizatorka wielu akcji charytatywnych),
  •     Teresa Neblik (pomysłodawczyni reaktywacji Koła Gospodyń Wiejskich w Szonowicach, działaczka, radna gminy)
  •     Krystyna Lamczyk (przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Tworkowie).

Laureata wyłoniono w drodze głosowania internetowego, które odbyło się na łamach Raciborskiego Portalu Internetowego. Oddano 2858 ważnych głosów.

Żródło: http://www.nowiny.pl/97954-siostra-antonia-dostala-superpantofelek.html

Drukuj

Woda zdrowia doda jeśli jest święcona

Pielęgniarki, katechetki, misjonarki oraz opiekunki – siostry z klasztoru Annuntiata wypełniają tu śluby zakonne.
– Każda z nas wie, że może otrzymać przeznaczenie misyjne i wyjechać daleko od ojczystych stron, rodziny, najbliższych.  – mówi s. Jolanta Radomyska katechetka, asystentka siostry przełożonej Weroniki Nowak.
W Raciborzu znajduje się Dom Prowincjalny Sióstr Służebniczek gdzie wstępują młode dziewczyny, by rozpocząć swoje zakonno-misyjne życie. Powstała nawet pieśń „Kochana Annuntiato tyś nas tu przyjęła...” wzruszająca w swej wymowie szczególnie w momentach, gdy siostry opuszczają klasztor, aby wyjechać w dalekie kraje. Zawsze jest to wielkie przeżycie i niejednej z misjonarek wyciska łzy z oczu.
W raciborskim klasztorze mieszka 70 sióstr. Pierwszym momentem, w którym młode dziewczyny zapoznają się z życiem zakonnym jest postulat, który trwa rok, kończy się obłóczynami i przyjęciem do nowicjatu. Nowicjuszki wyjeżdżają do Sulejówka pod Warszawę, aby odbyć trwający dwa lata nowicjat, po którym składają pierwsze śluby zakonne. Potem przez pięć kolejnych lat, co roku składają śluby czasowe. Okres ten pozwala zastanowić się nad swoim życiem i podjąć ostateczną decyzję przed złożeniem ślubów wieczystych, które składają na całe życie.


Przeznaczenie w niebieskiej kopercie
Siostry jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych otrzymują swoje przeznaczenia misyjne. Przełożona Generalna z Rzymu przesyła je w charakterystycznych niebieskich kopertach, a siostra prowincjalna z kolei, informuje siostry o dokonanym wyborze. W dzień św. Wojciecha siostry, które otrzymały przeznaczenie misyjne jadą do Gniezna, by tam z innymi polskimi misjonarzami otrzymać krzyże misyjne. – Obecnie nie mamy już takich uroczystych pożegnań, jak bywało to kiedyś. Jednak dzień wyjazdu sióstr zawsze jest szczególny i pamiętamy o nich w modlitwie w czasie mszy św., jak też otaczamy je modlitwą każdego dnia. Dziś dzięki internetowi wiemy dużo szybciej, kiedy siostra dotrze na miejsce przeznaczenia i jak powitali ją tubylcy – opowiada siostra Jolanta.
Zakonnice trafiają do bardzo różnych miejsc. Obecnie w 18 krajach Afryki, Ameryki i Azji przebywają 52 siostry. Najwięcej, bo osiem sióstr jest w Ghanie. Poza tym 17 sióstr pracuje w ośmiu państwach europejskich. Wykonują tam bardzo różne prace od tych najbardziej skromnych, pokornych, którymi służą drugiemu człowiekowi po bardziej nobilitujące, jak np. dyrektorek szkół, pracownic uczelni czy kierowniczek klinik. – Oczywiście kliniki na misjach są raczej odpowiednikiem polskich ośrodków zdrowia. Taką klinikę w Nowej Gwinei prowadziła np. s. Kinga, głównie szukając sponsorów i przygotowując projekty, które pomagały w zdobywaniu pieniędzy dla ludzi, wśród których pracowała. Gdy zmarła, a miała zaledwie 46 lat, pozostawiła po sobie pustkę, którą trudno zapełnić. Dziś wielu Papuasów jest jej wdzięcznych za to, że dla nich pracowała niosąc im Boga i poświęcając się dla nich – opowiada s. Jolanta Radomyska.


Biały umie wszystko
Matka Generalna prosi siostrę przełożoną o misjonarki z konkretnym wykształceniem, np. pielęgniarki, nauczycielki, katechetki. Ponieważ dziś siostry nie zawsze mają potrzebny zawód,  wiedzę uzupełniają na kursach dokształcając się w kraju przeznaczenia misyjnego. Siostra Jolanta twierdzi jednak, że każda wyuczona profesja czy doświadczenie wyniesione z domu rodzinnego podczas takiego wyjazdu mogą się przydać. Na przykład siostry, które pracują w Etiopii, nigdy nie zaczynają swej pracy od głoszenia Ewangelii. Tamtejsi ludzie nawet tego nie chcą. Misjonarki uczą ich natomiast podstawowych prac przysposabiających do życia, jak np. podstawowej higieny, uprawy pola, czy pszczelarstwa. – Zaskakujący był dla mnie pierwszy list s. Anny Trzepacz, w którym opisuje, że – jako pielęgniarka – pomaga miejscowym ludziom... budować ule. Ponieważ tubylcom wydaje się, że biały człowiek powinien umieć wszystko, do sióstr przychodzą z najróżniejszymi problemami oczekując pomocy, np. gdy boli ich ząb, czy trzeba naprawić rower – opowiada siostra Jolanta. Do największych problemów należy brak higieny, z tego powodu w wioskach umiera bardzo dużo dzieci. Miejscowe mamy często nie potrafią zapobiegać chorobom. Siostry uczą ich więc, jak dbać o czystość jednocześnie oszczędzając życiodajną wodę. Zakonnice cieszą się też ogromnym zaufaniem miejscowej ludności. Bywa, że przychodzą chorzy, którym siostry nie są w stanie pomóc. Wystarczy jednak trochę wypitej wody święconej i wiara, że otrzymali ją od „białej” siostry czyni, że czują się zdrowsi.


Zamyka oczy podopiecznym
Siostry, które pozostają na stałe w Domu Prowincjalnym w Raciborzu podejmują się pracy w szkołach, kościołach, a przede wszystkim udzielają się społecznie. Zajęcia religii prowadzi np. pięć sióstr katechetek. Znana raciborzanom s. Urszula Lepszy pracuje od świtu do nocy jako pielęgniarka, przemierzając miasto na swym rowerze. Wspomaga ja inna pielęgniarka s. Dominika Gnyp. Siostra Adriana Zrada współpracuje zaś z hospicjum – przejęta cierpieniem drugiego człowieka i niesamowicie współczująca, nie jeden raz zamyka oczy swym podopiecznym. Potrzebny najmłodszym i uczącym się Dom dla dzieci im. bł. Jana Pawła II prowadzi s. Zygmunta Sikacka, a s. Antonia Gruntowska zajmuje się biednymi z Raciborza i okolic. Obie siostry wraz z s. Jolantą Radomyską roztaczają też opiekę nad rodzinami dzieci, w tym niepełnosprawnych. – Siostra Antonia dla przychodzących do klasztoru po jedzenie ludzi, jest „matką”, którą zawsze można prosić o wsparcie. Dlatego dwoi się i troi, aby pomagać wielodzietnym rodzinom, dbając aby nie zabrakło im chleba i czegoś do chleba. Szuka pomocy dla ludzi biednych, którzy niejednokrotnie nie mają gdzie mieszkać i co jeść. Widząc jej zaangażowanie mieszkańcy okolicznych dzielnic Raciborza dzielą się tym, co mają, by wspierać jej pracę – opowiada s. Jolanta Radomyska. Ona sama pracuje jako katechetka w szkole specjalnej. Po raz 12. zorganizowała „Wakacje z Bogiem”, które wspierają m.in. raciborscy przedsiębiorcy i Urząd Miasta w Raciborzu oraz indywidualni sponsorzy. Wyrazem zaś podziękowania są tradycyjnie wręczane darczyńcom stroiki świąteczne przy okazji Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Siostra Jolanta składając życzenia wielkanocne dołącza też kopertę z prośbą o wsparcie i z numerem konta Towarzystwa Pomocy Dzieciom Upośledzonym. – W tym roku zniechęcona nieustannym proszeniem o pomoc finansową powiedziałam do św. Józefa, że pojadę pod warunkiem, że nie będę musiała chodzić i szukać sponsorów. Z zaskoczeniem odkryłam, że niemal wszystkie firmy, do których zaniosłam koperty przesłały pieniądze na konto. Jestem wdzięczna za wielkie serce dla dzieci upośledzonych, naszym darczyńcom. Pamiętamy o Was w codziennej modlitwie. Dzięki tej hojności obecnie w Jastarni wypoczywa 16 uczniów ze szkoły specjalnej, większość z nich za darmo. Św. Józefie, a jednak chciałeś, abym pojechała z moimi podopiecznymi nad morze – śmieje się s. Jolanta Radomyska.
Ewa Osiecka

Jubileusze
60. rocznicę złożenia ślubów zakonnych obchodziły siostry: Franciszka Rothegell, Bogumiła Polok, Cecylia Dreszer i Józefa Siekiera, a seniorka 96-letnia s. Darina Stankiewicz ma już za sobą 70 lat posługi zakonnej.

żródło:
http://www.nowiny.pl/egazeta/nowiny-raciborskie/2012-08-07/83424-woda-zdrowia-doda-jesli-jest-swiecona.html

Drukuj

Siostra w katechezie

Jolanta Radomyska SSPS - od prawie 15 lat jest katechetką w Zespole Szkół Specjalnych w Raciborzu.
Do tytułu „Bohater Katechezy” została zgłoszona przez uczniów Szkoły Specjalnej Przysposabiającej do Pracy. – Zawsze możemy liczyć na naszą katechetkę, bo ma dla nas wielkie serce. Potrafi ciekawie opowiadać o Panu Bogu i często się z nami śmieje i żartuje – napisali w zgłoszeniu.
Siostra Jolanta organizuje dla swych uczniów konkursy z nagrodami, które sama zdobywa od sponsorów. Organizuje paczki żywnościowe dla ubogich uczniów, starając się by niczego im nie brakowało. Zabiera uczniów na wycieczki i pielgrzymki do miejsc, do których uczniowie nie mają szans pojechać.
– W czasie adwentu i Wielkiego Postu mamy piękny dzień skupienia, nasze szkolne rekolekcje. W czasie skupienia przeżywamy spowiedź św., przygotowując w ten sposób nasze serca na spotkanie z Panem Jezusem. Są też Jasełka – podkreślają uczniowie.
Dzięki s. Jolancie każdego roku, od 5 lat, do szkoły trafiają dary z opolskiej akcji „Podaruj mi święta”, słodycze, maskotki, przybory szkolne, książki do biblioteki.
– Najbardziej czekamy na wakacje, bo siostra jedzie z niektórymi z nas na 2-tygodniowe „Wakacje z Bogiem”. Takie wakacje organizuje już od 13 lat, a od 5 lat jeździmy nad morze do Jastarni. Jest wytrwała w poszukiwaniu sponsorów – czytamy w zgłoszeniu, które kończy się zdaniem: – Nasza siostra jest wielki bohaterem i bardzo ją kochamy.

Zobacz zdjęcia w galerii.

Więcej artykułów…

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij