Drukuj

Świadectwa Sióstr

Miałam wielkie wahania przed wstąpieniem... Gdzież w głębi pragnęłam iść za tym głosem, ale byłam świadoma, że będę musiała zostawić wszystkich, których kocham i wszystko, o czym marzyłam. To mnie przerażało, a miałam tak dużo planów! Jednak ten Głos, który wołał, zapraszał w środku, był silniejszy i pragnienie pójścia za Nim stawało się coraz uporczywsze i naglące od moich planów na przyszłość... On daje szczęście - trzeba tylko zaufać i uwierzyć miłości, jaką jest Bóg. Po czasie, który jest już za mną, mogę powiedzieć, że Pan Bóg, jeśli chce mieć daną osobę u SIEBIE czyli w życiu zakonnym, zrobi wszystko, chociaż by się człowiek temu głosowi opierał latami. I tak nie ucieknie! Ale naprawdę: jest warto żyć dla Tej Miłości.... tak szczerze, to człowiek w głębi serca chce tego samego, czego pragnie Bóg, ale On jest nam do tego potrzebny, aby to ukazać, wyjąć na światło dzienne. Sami nie jesteśmy w stanie zrobić nic, bo widzimy tylko oczami, a On sercem. Jestem bardzo wdzięczna mu za ten dar powołania i właśnie do tego zgromadzenia. Naprawdę warto dać się prowadzić przez Ducha Świętego!

Postulantka, lat 21, 10 miesięcy w zgromadzeniu  

    

Choć nie robię nic wielkiego, mam poczucie, że sprawy, którym służę, są wielkie i piękne, i dobre... Tutaj przez różnych ludzi i przeróżne sytuacje doświadczam, jak Bóg jest niesamowity w Swojej zwykłości!

Postulantka, lat 25, 10 miesięcy w klasztorze  

    

Zawsze Jezus zajmował ważne miejsce w moim życiu. Nigdy jednak nawet nie przypuszczałam, że mógłby wybrać właśnie mnie. Myślałam, że trzeba być ideałem, aby pójść do zakonu. Teraz już wiem, że się myliłam. Kiedy doświadczyłam pełnego miłości spojrzenia Boga, zrozumiałam, że On kocha mnie taką, jaką jestem i kocha mnie mimo wszystko! Po kilku miesiącach życia zakonnego coraz bardziej się zadziwiam i zachwycam tajemnicą powołania, którym mnie Bóg obdarzył. Dla Niego bowiem nie ma nic niemożliwego!

Postulantka, lat 23, 10 miesięcy w zakonie

      

Moim marzeniem było zawsze służyć w wojsku jako pielęgniarka. Bóg po części spełnił moje marzenie, gdyż powołał mnie do służby wojskowej, ale do swojej Armii! Pociągnął mnie do Siebie przez to, że zawsze kochałam ludzi i interesowały mnie misje. Miałam jednak wielkie wątpliwości, aby odpowiedzieć Jemu " Tak". Jednak w Lednicy w Noc Zesłania Ducha Świętego usłyszałam słowa " Nie bój się, wypłyń na głębię...." - zaryzykowałam... Warto było. Teraz poznaję bliżej Boga oraz doświadczam jego wielkiej Miłości do mnie... To jest piękne uczyć się Jego dobroci i miłosierdzia w sobie, a potem będąc Jego świadectwem, przelewać na ludzi.
Jest to dla mnie wielka łaska i wyróżnienie służyć w Armii Pana, gdyż niegodna jestem być narzędziem w Jego ręku. Moja Mama zawsze mówiła: " Wybierz tę najlepszą z dróg. Najlepsza droga to nie znaczy najłatwiejsza" Wydaje mi się, że właśnie dokonałam i zgodziłam się na najpiękniejszą z dróg! To Bóg mnie wybrał i wyróżnił jak nikt w moim życiu... Wdzięczna Mu jestem za moje powołanie i wybór oraz za każde nowe czy wyświęcone powołanie. Teraz tylko czeka mnie wytrwanie oraz całkowite oddanie się w służbie Bogu.

Postulantka, lat 22, 10 miesięcy w zakonie    

 

Jak to się stało, że poszłam do klasztoru....
Pierwsze wspomnienia mego życia to dom rodzinny, w nim Mama, Tato i czworo dzieci, a ja najmłodsza! Do naszej rodziny należał Ktoś, kto nas zawsze fascynował, liczyliśmy się z Nim, szukali jego woli, pozdrawiali jego Imieniem i ze czcią spoglądali na Jego wizerunek wiszący na ścianie. Lubiłam niedzielę, bo świętowaliśmy i wspólnie szli do kościoła. Kiedy pierwszy raz ujrzałam siostrę zakonną i na pytanie, kim ona jest, powiedziano mi, że to pani, która poszła do klasztoru, bo kochała Pana Jezusa, wtedy powiedziałam: "Ja też wstąpię i będę kochać Pana Boga!" Miałam wtedy 5 lat...
Po zdaniu matury wstąpiłam do zgromadzenia. Od tej chwili minęły już 52 lata! Każdego dnia uczę się kochać Pana Jezusa i tych, których On umiłował - naszych bliźnich!

Siostra, lat 70, 52 lata w zakonie

      

Kiedy wyjeżdżałam do Etiopii 9 lat temu, byłam pełna entuzjazmu i wiary w to, że jadę zanieść Jezusa, jadę dawać, pomagać, kochać... Dzisiaj szczerze mogę powiedzieć, że wiele dałam z siebie, wiele kochałam, jednak muszę dodać, że zostałam wzbogacona, obdarzona przez moich ludzi w Etiopii. Nie ubogacili mnie materialnie, bo żyją w skrajnej nędzy i głodzie, ale mieli ogromny wpływ na to, kim jestem dzisiaj. Na to, jak myślę i jakie są moje wartości ; na to, jak parzę na ludzi, jak ich traktują, jak ich kocham... To oni w swym ubóstwie nauczyli mnie dostrzegać człowieka. Nauczyli mnie prostoty życia i radowania się z drobnostek. Nauczyli mnie śmiać się przez łzy i wierzyć, że nawet pośród nędzy istnieją powody, by się cieszyć.
Misjonowanie to wzajemne dzielenie się sobą i Bogiem w nas; to wzajemne ubogacanie się i uczenie się od siebie nawzajem, BO NIKT NIE JEST TAK UBOGI, BY NIE MÓGŁ UBOGACIĆ INYCH I NIKT NIE JEST TAK BOGATY, BY NIE MÓGŁ BYĆ UBOGACONY PRZEZ KOGOŚ INNEGO.

Siostra, lat 39, 18 lat w zgromadzeniu   

   

Czas leciał nieubłaganie i trzeba było zatrzymać się na chwilę i dokonać wyboru. Załatwiłam już sobie pracę w szpitalu, aby pracować jako instrumentariuszka bloku operacyjnego. Zostały mi jeszcze dwa miesiące wakacji. W jednym dniu pojechałam do Częstochowy, bo mnie tam coś ciągnęło. Powiedziałam wtedy przed obrazem matki- TAK. Pozostał jeszcze wybór - gdzie? Maryja jednak czuwała i wskazała mi drogę- Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego. To było wspaniałe. Gdy tam zagościła, poczułam się bardzo szczęśliwa - to było to!

Siostra, lat 27, 6 lat w zakonie    

 

To było bardzo dawno, ale pamiętam tę chwilę do dziś. Czytałam książkę o misjonarzach z Nowej Gwinei, jak to podczas ii wojny prawie wszyscy zostali wymordowani. Towarzyszyła temu refleksja o tych wszystkich nowonawróconych Papuasach, że jeśli nie pośle się nowych misjonarzy, tamci wrócą do pogaństwa. Inni? A dlaczego nie ty? Ta myśl nie dawała mi spokoju. Zostałam misjonarką. Dzisiaj, po tylu latach wiem, że było to od Boga.

Siostra, lat 55, 30 lat w zakonie      

 

Lubiłam sport, rajdy, pływanie, cieszył mnie świat i cieszyli mnie ludzie. Marzyłam o stworzeniu ciepłego ogniska domowego z gromadką dzieci. Bóg powoli otwierał moje oczy na nędzę, głód , niesprawiedliwość, zło... Chcesz pomóc w zbawianiu świata? Popatrz, tak wielu nie zna Mnie wcale. Niełatwo mi było zrezygnować ze swoich planów. Bóg jednak zdobył moją miłość i zawładnął mym sercem. Dla Niego byłam gotowa jechać na krańce świata. Zostawił mnie w Polsce, ale i tak wiem, że jestem misjonarką tu i teraz żyjąc, modląc się i pracując za świat.

Siostra, lat 35, 15 lat w zakonie      

 

Powołanie - to wezwanie Boże, a nie własny wybór; zgoda na to, co Bóg dla nas zapragnął. Dane mi było przeżyć takie doświadczenie, dlatego też dzielę się mim powołaniem jako siostra zakonna. Chociaż poważnie myślałam nad swoją przyszłością, zastanawiałam się i modliłam, to jednak Bóg bardzo mnie zaskoczył...
Czułam, że mam dwa wyjścia: zamknąć się na Jego działanie i pójść swoją drogą lub wsłuchiwać się w Jego pragnienie wobec mnie. I chociaż pojawiały się trudności- po ludzku mówiąc nie do pokonania, by pójść drogą wskazaną przez Pana Boga - to jednak On sam usuwał wszystkie przeszkody. Dotąd jeszcze przeżywam zdumienie, patrząc, jak wiele spraw się samo rozwiązało.
Do dziś nie pożałowałam nigdy tego wyboru, by z Bogiem przeżyć przygodę życia, tego tylko darowanego nam na ziemi. I co szczególne dla mnie, patrząc na wcześniejsze życie i porównując je z tym, które świadomie poświęciłam tylko Panu, nigdy nie poczułam się tak do głębi samotna, co nie było mi obce dawniej. Zdaję sobie sprawę, że najbliższy człowiek nigdy by mnie nie zrozumiał tak, jak rozumie mnie Jezus. W tak wielu sytuacjach namacalnie czuję Jego wsparcie i pomoc, a Jego bliskość ciągle mnie zadziwia. A skoro największym szczęściem dla człowieka jest doświadczenie bliskości Boga, to widzę, jak Jezus pozwala mi tego kosztować już tu, na ziemi. Nie zamieniłabym nigdy mego życia na lżejsze, mając do stracenia głęboką zażyłość z Bogiem, gdzie życie zakonne jest ze swej natury na to nastawione.
Dzieląc się moim szczęściem, nie chcę tutaj podawać recepty na jego osiągnięcie... Ale wiem jedno: w życiu ważne jest rozpoznanie woli Bożej wobec siebie i podjęcie trudu jej realizacji, by nie pozostać smutnym młodzieńcem z ewangelicznego opowiadania. Dziś dziękuję Bogu za łaskę, że dał mi siły ruszyć za Jezusem; nie tylko za, ale Z NIM w mocy Jego Ducha; żyję radosną nadzieję dojścia do wspaniałego celu nie tylko sama, ale z tymi, których powierzył mi Pan Bóg.

Siostra zakonna, lat 39, 16 lat w zgromadzeniu

      

Moje powołanie misyjne
Przygotowywałam się na kolejną pielgrzymkę do Częstochowy. Postanowiłam, że tej pielgrzymki nie przejdę, lecz ją przeżyję. Jako pielęgniarka często byłam świadkiem śmierci człowieka, a jeszcze częściej współuczestniczyłam w cierpieniu moich pacjentów i ich rodzin. Nosiłam w sobie wiele pytań o sens życia, cierpienia, o to jak szukać dobra, szczęścia, prawdy. Chciałam szukać na nie odpowiedzi właśnie na pielgrzymce.
Ciągle pytałam. Zadawałam wiele pytań Bogu i ludziom. l w końcu nie ja, ale mnie zadano najważniejsze, chociaż tak niewinnie wyglądające pytanie: w jakiej intencji idziesz w tej pielgrzymce? Zadała je młoda siostra zakonna w klasztorze szarytek w Chełmnie. Poczułam w sobie pustkę i niepokój. Tak bardzo chciałam powiedzieć jej prawdę, ale nie wiedziałam co jest tą prawdą, l powiedziałam, właściwie nie ja.lecz Bóg odkrył przede mną to czego szukałam: Bóg wskazał mi tę drogę.W tym samym momencie wiedziałam już jasno jakie jest moje powołanie: życie zakonne.
Pierwszą moją reakcją był strach. Chciałam to odwołać, powiedzieć, że skłamałam, uciec. Potem przyszedł bunt. Ja mam być zakonnicą? Mam zrezygnować z wolności wyboru i poddać się rozkazom innych, zrezygnować z pracy w szpitalu, z przyjemności, znajomych? Czy naprawdę mam zrezygnować z tego mojego, już jakoś ułożonego i ustabilizowanego życia i rzucić się w nieznane? Nie, nie, nie! Sama nie wiem jak znalazłam się w katedrze przed obrazem Matki Bożej, l właśnie Ona zmieniła mój bunt w pokorne poddanie się woli Bożej.
Radość z wyboru Pana przyszła dopiero po miesiącu. W czasie modlitwy przed obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Toruniu upewniłam się, że nie ma dla mnie innej drogi niż życie zakonne, życie w pełni poświęcone Bogu. Zaraz też ogarnęła mnie wielka radość i pokój. Potem było szukanie zgromadzenia. Wtedy odżyło we mnie przytłumione pragnienie wyjazdu na misje. Już 9 lat temu bardzo chciałam wyjechać na misje, ale jako pielęgniarka świecka. Nie udało mi się załatwić tego wyjazdu i pragnienie służenia bliźnim realizowałam pracując w szpitalu. Uparcie szukałam zgromadzenia misyjnego. To szukanie ograniczało się do pilnego wędrowania od kościoła do kościoła i czytania kartek z informacjami o zgromadzeniach żeńskich. Było tego bardzo dużo, ale nie znalazłam nic dla siebie. Po czterech miesiącach poszukiwań podjęłam decyzję. Niech będzie Chełmno i szarytki, idę tam gdzie pierwszy raz usłyszałam głos Pana. Jeszcze tylko wyjazd na rekolekcje popielgrzymkowe do Laskowic i za tydzień jadę załatwić sprawę do Chełmna. Rekolekcje odbywały się w domu rekolekcyjnym Ojców Werbistów i pierwszą informacją jaką tam przeczytałam to był adres: Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego, Racibórz, ul. Starowiejska 152. Całe rekolekcje byty radosnym dziękczynieniem za ten wspaniały dar.
Tydzień później stałam w Annuntiacie rozmawiając z siostrą zajmującą się kandydatkami do zgromadzenia. l wcale nie chciałam przystać na propozycję siostry aby się jeszcze zastanowić, przyglądnąć się ich życiu. Prawdę mówiąc nie miałam żadnego pojęcia o życiu zakonnym, ale tak bardzo zapragnęłam iść za głosem Pana, że było mi wszystko jedno jak ono naprawdę wygląda. Gdyby nie to, że byłam zobowiązana pracować do lipca przyjechałabym wtedy ze swoimi rzeczami.
Dane mi było czekać jeszcze 9 miesięcy. Z wielką radością przekroczyłam progi Annuntiaty 1 października już jako postulantka. Ta radość trwa do dziś. l chociaż życie zakonne jest pełne poświęcenia, wyrzeczenia, ciągłej ofiary z siebie na rzecz innych, to niesie ono z sobą wewnętrzny pokój i radość, tę najgłębszą, bo Bożą radość...., której nikt i nic nie zdoła odebrać...

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij