Drukuj

List z Mozambiku 04.2015

Misjonarki piszą - Listy Misjonarek 2015-4  
Mozambik, kwiecień 2015
Chrystus Żyje! Oby ta wiara była naszą radością, podobna do tej, jaką żyli pierwsi chrześcijanie. Oby wszyscy nas poznali po tej niezachwianej nadziei, że i my żyć będziemy!


Drogie Siostry,
Drodzy Przyjaciele Misji!


Gorąco pozdrawiam z mozambickiej ziemi w tym najpiękniejszym dla nas, chrześcijan, czasie Zmartwychwstania Pana! Jestem Wam winna parę słów rozliczenia, co robię tym listem.
W ostatnich tygodniach w całym kraju był po prostu ukrop, do 38-40 stopni Celsjusza, pot lal się strumieniami, teraz jest już znośniej. Skończyła się pora deszczowa, która w tym roku była przedziwna. Na południu kraju lało tylko w styczniu, ale i tak na nizinach podtopiło ludzi porządnie. W centrum i na północy kraju lało bez przerwy prawie ze dwa miesiące, zatopiło całe regiony, aż do tej pory ludzie nie mogą wrócić na swoje. Domy po prostu się rozpłynęły, bo były z gliny pokryte strzechą, przemieszczono tysiące ludzi, wybuchła cholera no, bo w wielu miejscach brakowało wody pitnej, dziesiątki ludzi zmarło.
Mozambik ma sporo potężnych rzek, które biorą początek w sąsiednich krajach. Te, gdy czują się zagrożone, otwierają swoje zbiorniki retencyjne dając upust wodzie, co powoduje u nas nagłe powodzie. Część ludności buduje domy na terenach, które się nie nadają się na zasiedlanie z powodu ciągłego zagrożenia powodzi, ale że te ziemie są bardzo żyzne wiec ludzie wolą zagrożenie z pełnym żołądkiem niż bezpieczeństwo z pustym! Rząd przesiedla i daje dotacje na zagospodarowanie w innym miejscu, a ludzie sprzedają darowaną parcelę i wracają na stare „śmieci”, następnym razem jest tylko burzenie bez żadnego grosza odszkodowania.
Teraz powoli wszystko wraca do normy z wyjątkiem głodu, bo woda zabrała wszystko, co napotkała po drodze. Tu ludzie zasiewają w grudniu i zbierają w maju. Nie ma innej pory do sadzenia czegokolwiek, pora deszczowa jest tylko jedna. Tak, więc potrzeba żywności aż do przyszłego roku do pierwszych zbiorów ogórków, dyni, kukurydzy, czyli gdzieś do lutego czy marca. Co było bardzo budujące, to ofiarność wszystkich Mozambijczyków. Zbierano dary dla poszkodowanych w różnych instytucjach rządowych i pozarządowych, kościołach, meczetach, partiach politycznych, szkołach..... Moje Zgromadzenie, poprzez dobroczyńców, też pomogło finansowo.
Nasze siostry w czterech wspólnotach mają teraz wytężony czas pracy pastoralnej, bo tu, okres Wielkiego Postu e Wielkanocny to bezpośrednie przygotowanie do chrztu nastolatków, młodzieży i dorosłych. Trzeba przepytać wszystkich, coś w rodzaju małego egzaminu. Babci e dziadków też to dotyczy, ale w formie bardzo prostej, czasami tylko wymaga się podstawowych modlitw a i te przychodzą z trudnością, cóż, wiek nie pomaga! Siostrom też nie łatwo, bo większość ludzi używa tylko narzeczy lokalnych a i młodzież z wiosek, ze szkoły średniej, w większości nie włada biegle portugalskim.
W jednej z naszych parafii, Nhacafula, gdzie praktycznie nie ma jeszcze chrześcijan, siostry są odpowiedzialne za całą pracę pastoralną, ponieważ nie ma jeszcze stałej ekipy misjonarzy. Obecnie jeden ojciec ze Zgromadzenia Misjonarzy Afryki dojeżdża raz w miesiącu na tydzień. Siostry opracowują plan odwiedzin wiosek, biorą namioty i wyjeżdżają w plener, ponieważ odległości są duże i nie ma bitych dróg dojazdowych. Namioty ufundował nam Ruch Małżeństw katolickich ze stolicy. To najmłodsza z naszych wspólnot, klimat bardzo gorący, dochodzi do 40 stopni. Pod koniec zeszłego roku udało nam się ogrodzić teren, by siostry mogły posadzić drzewka owocowe i pielęgnować jakieś warzywa, samo pasące się kozy i krowy nie pozwalały wtedy na to. Teraz tylko małpy wykradają siostrom kukurydzę z ogródka, cóż, kto pierwszy ten lepszy! W tej wspólnocie siostry nie mają jeszcze studni głębinowej. Dwie cysterny na deszczówkę zaspokajają potrzebę wody na jakiś czas. Gdy się wyczerpie, siostry proszą o pomoc jedną portugalską organizację pozarządową, która w tym momencie kończy tam budowę mostów, ta przywozi wodę w beczkowozach i wypełnia cysterny. PAN Bóg nas nigdy nie zostawia w potrzebie; bez odpowiedniego pożywienia można przeżyć, ale nie bez wody, w tej temperaturze! Tu naprawdę czuje się dobrze, co to znaczy pragnienie. Myślimy w maju wykopać studnię, bo wtedy poziom wody gruntowej będzie bardzo niski.
Pod koniec kwietnia wspólnota sióstr w Guro planuje oficjalne otwarcie i poświęcenie naszego nowego Przedszkola i Szkoły Podstawowej pod wezwaniem Ducha Świętego. Budowę sponsorowała nam Pozarządowa Organizacja Humanitarna z Hiszpanii. Mamy dwuletnie przedszkole e już 3 klasy Szkoły Podstawowej, szkoła, co roku powiększa się o 1 klasę. Co do przyszłości, ufamy w opiekę Pana e w szczodrobliwość ludzkich serc!

Otóż pieniądze, które uzbierałam w Polsce podczas moich wakacji, także w Parafii, posłużyły do:
- pomocy dla dziewcząt z wiosek, które chcą się uczyć a nie mają możliwości, - kupna prądnicy do pompy wodnej dla wspólnoty sióstr w Liupo, - wykopania studni głębinowej dla wspólnoty sióstr w Nhacafula, - i innych mniejszych projektów pastoralnych. Za wszystkie złożone dary niech PAN błogosławi.

Kochane Siostry i Przyjaciele!
Niech radość Wielkanocy napełni nasze serca nadzieją i obfitością łask od Chrystusa Zmartwychwstałego. Życzę, aby te Święta były czasem budowania prawdziwej wspólnoty i czasem prawdziwej radości wypływającej z serca. Alleluja, Chrystus żyje i my żyć będziemy! Pamiętająca w modlitwie

s. Rozalia, Jadwiga Paliczka, SSpS

Drukuj

List z Irkucka 04.2015

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2015/1
Kochani Dobrodzieje i Przyjaciele Misji III  2015r.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia z Irkucka, który przywitał niedawno wiosnę! To nic, że za oknem jeszcze pada śnieg i temperatura -20, bo tutaj  to jest wiosna, choć na pierwsze oznaki zieleni to jeszcze trzeba nam trochę poczekać, ale cieszymy się samym słowem „wiosna”.
Czas Wielkiego Postu to czas, w którym Kościół wzywa swoich wiernych do modlitwy postu i jałmużny, jest on dla nas pomocą, by nasze serca mogły się przeobrazić i stać bliżej Boga. Jest to również ogromna szansa, aby pomóc naszym bliźnim odkryć działanie miłosiernego Boga w ich życiu. Bóg działa w świecie przez Kościół, a kościołem jesteśmy my wszyscy. To jest przeogromna tajemnica, która ciągle mnie zadziwia, że Ten, który jest wszechmogący, w pewnym sensie ograniczył swe działanie do naszej otwartości i gotowości współpracy z Nim i między sobą. Nasza posługa tu, na Syberii, nie była by możliwa bez pomocy Kościoła, czyli konkretnej pomocy każdego z Was, drodzy Dobrodzieje; my oddajemy tej posłudze swoje serce i ręce gotowe do pracy, a Wy wkładacie w te dłonie chleb, z którym możemy się podzielić z potrzebującymi, których Pan nam posyła; jesteśmy tylko tym kanałem, przez który przechodzi pomoc dla nich.
Niedawno przyszli do nas nasi parafianie i powiedzieli, że wymieniają u siebie w mieszkaniu łóżka i dlatego stare chcą nam podarować, bo są w dobrym stanie. Dwa dni się zastanawiałam, co my z tymi łóżkami zrobimy, a na trzeci dzień przyszła odpowiedź.  Pojawiła się mama z dziesięciorgiem dzieci, prosząc o jakąkolwiek pomoc, gdyż uciekła od męża nadużywającego alkohol i z wioski przeprowadziła się do Irkucka. Gdy poszłam odwiedzić tą rodzinę, od razu zrozumiałam, że łóżka, które otrzymałyśmy dwa dni wcześniej Boża Opatrzności przygotowała właśnie dla nich, gdyż oprócz szafy i jednego krzesła oraz kilku kocy na podłodze, nie było nic więcej. Dzięki Waszej pomocy mogłam zrobić to, co jest najbardziej konieczne. Nasi parafianie również ochoczo przyszli z pomocą, darując rzeczy dla dzieci oraz naczynia, kołdry i pościel. I można powiedzieć, kościół katolicki pomógł tej kobiecie, która znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Kościół – czyli Ormianie, którzy podarowali łóżka, Litwini zbierający rzeczy, Rosjanie którzy postarali się o naczynia i garnki, Polacy, którzy znaleźli kołdry i zebrali pienia pieniądze, a my siostry tylko to wszystko przekazaliśmy tym potrzebującym. W dzisiejszym świecie rozrywanym różnymi konfliktami my chrześcijanie jesteśmy wezwani, by być tymi, którzy wprowadzają pokój i ta sytuacja pokazuje, że ludzka dobroć jest tym, co może zmienić nasz świat na lepszy i przekroczyć wszelkie bariery narodowościowe czy wyznaniowe.
Bóg lubi urozmaicać nam życie i dlatego na nudę i monotonność to narzekać nie możemy.
W ostatnim czasie nieoczekiwanie nasza wspólnota powiększyła się o dwie osoby. Jest to samotna mama z córeczką Stasią, która dopiero co się urodziła. Mieliśmy ten zaszczyt odebrać je po porodzie ze szpitala i przywieźliśmy do naszej wspólnoty. Będą u nas póki nasi przyjaciele nie wyremontują ich mieszkania na tyle, by dało się w nim zamieszkać.
W kraju, w którym aborcja jest na porządku dziennym, gdzie często kobiety się chwalą ilością aborcji, staramy się pomagać wszystkim tym matkom, które z powodu swego macierzyństwa znalazły się w trudnej sytuacji potrzymać i okazać pomoc, na ile pozwalają nam nasze możliwości. I dlatego w czasie modlitw w kaplicy słyszymy, jak mała Stasia próbuje włączyć się w nasz śpiew swoim dziecięcym płaczem i dziękujemy Bogu za dar nowego życia.
Jednym z ważniejszych naszych apostolatów jest „Dom Nadziei”. Jest to mały dom, w którym zbiera się około 25 dzieci pochodzących z rodzin dysfunkcjonalnych. Spytałam się Wani, który jest jednym z naszych „weteranów” – chodzi do naszego domku od 3 roku życia –  dlaczego przychodzi do Domu Nadziei? Popatrzył na mnie zdziwionymi oczyma, w których można było wyczytać, że on uważa moje pytanie za bardzo głupie i odpowiedział: „przecież ja tu wyrosłem, to jest mój dom, ja tu uczę się dobra”. Mam nadzieje, że to dobro, które staramy się zasiać w ich sercach, uda im się przekazać innym, a kiedyś, w przyszłości, swoim dzieciom, by ten świat wokół nas stał się trochę lepszy.
Niedawno ktoś mnie spytał, co jest dla mnie najtrudniejsze w pracy misyjnej. Długo się zastanawiałam nad tym pytaniem i muszę dopowiedzieć, że jest to CZEKANIE. Nie jest trudne dla mnie pracować w trudzie czoła, być zmęczonym dla Boga- to radość. Problem zaczyna się, kiedy nasz trud nie przynosi oczekiwanych owoców.  I wczoraj jedna z naszych parafianek, pani Franciszka, podeszła z prośbą, by powiedzieć jej o planowanych zajęciach w czasie Wielkiego Postu dla młodzieży. Trochę zdziwiło mnie to pytanie, bo panią Franciszkę nawet przy najlepszych chęciach trudno zaliczyć do młodzieży. Jak się okazało, zainteresowanie grupą młodzieżową było związane z jej wnukiem i powiedziała mi: „ Bo moja babcia zostawiała mi wspomnienie swojej wiary i chociaż w moim życiu chodziłam różnymi drogami, to wspomnienie miało taką moc, że w końcu przyprowadziło mnie do Boga i ja chcę dzisiaj mojemu wnukowi również zostawić wspomnienie, które pomoże w życiu dokonywać dobrych wyborów i jeżeli gdzieś po drodze się pogubi, pomoże mu odnaleźć drogie powrotną do Boga.”
Ta rozmowa dała mi wiele do myślenia i ubogaciła mnie światłem wiary pani Franciszki i jej babci, dała siły, by dalej się trudzić dla królestwa Bożego, choć często nie widzimy owoców naszej pracy.
s. Juliana Gostkowska SSpS, Rosja

Drukuj

List z Sulejówka 03.2015

Misjonarki piszą - Listy Misjonarek 2015-3                                     
Sulejówek 23.03.2015r
Powroty…
Człowiek tęskni za tym, żeby być przejrzystym dla KOGOŚ, bez obawy, że zostanie potępiony, zawstydzony, poniżony, odrzucony. Człowiek tęskni za wzrokiem KOGOŚ rzeczywiście bliskiego, tęskni za tym, by ktoś patrzył na niego z bezwarunkową miłością. Taki jest wzrok BOGA! BÓG widzi nas na wskroś , nie po to by nas osądzać, ale po to, żeby nas wezwać do MIŁOŚĆI, byśmy wrócili…. Św. Piotr został pierwszym PAPIEŻEM, APOSTOŁEM, bo umiał wracać… to jedynie, co umiał, reszta mu się właściwie nie udała w życiu:  zaparcia, słabości, nie moc w łowieniu. Potrafił wracać do JEZUSA i to stało się najważniejszym kryterium.
Grzegorz z Opola opowiedział o swoim powrocie do Boga: ”Przez prawie 18 lat jeździłem do Niemiec do pracy. Dopadła mnie tzw. rządza pieniądza, która przysłoniła mi wiele ważniejszych spraw jak np. rodzina. Człowiek pragnął coraz więcej. Doprowadziło mnie to do coraz większej pustki w życiu małżeńskim , rodzinnym i w moim własnym sercu. W pewnym momencie podjąłem decyzję, by wrócić do Polski, przede wszystkim by być z moją rodziną. Moja serce było wtedy puste i bez Boga. Żona widząc moją biedę, zaprosiła mnie do Medjugorie. To tam właśnie Maryja wypełniła me serce Bogiem. Od tej pory Jezus mnie codziennie zaskakuje i błogosławi. Teraz dopiero widzę jak pieniądze i rozłąka z rodziną,  niszczą człowieka. To jest zgubna droga! Obecnie nie wyobrażam sobie innego życia, jak bez Jezusa, Maryi i mojej rodziny. Mam mniej pieniędzy, ale moje serce jest szczęśliwe Bogiem , moją kochaną żoną i dziećmi.
Darek wrócił do Boga, po przez więzienie i nałogi. Była to droga trudna i piękna: „Rozboje, kradzieże, przemoc, narkotyki, alkohol, to tylko kilka rzeczy które spowodowały to, że przez kilka lat upadałem na dno swojego życia. Konsekwencje tych wydarzeń spowodowały to, że zerwałem relacje z rodziną i trafiłem do Zakładu Karnego na cztery i pół roku. W zakładzie Bóg na Mszy Świętej przez usta kapłana złożył mi obietnice o tym że chce zmienić moje życie na lepsze i pokazał mi że jestem dla Niego ważny. Na zwykłej modlitwie powiedziałem Mu że się zgadzam, i tak rozpoczęła się moja przygoda z prawdziwym Przyjacielem o imieniu Jezus. Wyprowadził mnie z moich nałogów, przestępczego myślenia i uzdrowił moje relacje z Rodziną. Dziś mam wspaniałą Żonę, dwie córeczki i trzecie dzieciątko w drodze, Bóg mi zaufał, dał mi dobrych przyjaciół i odpowiedzialność za Wspólnotę ewangelizacyjną w której doświadczamy Jego Miłości.
Nasz Bp. Andrzej Czaja w swoim wielko-postnym liście prosi słowami Jezusa :”Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię”. Zaprasza mnie i Ciebie do powrotu do Boga, Miłości, Rodziny. Zaprasza młodzież do życia w bliskości z Jezusem. Niech ten Wielki Post przyniesie nam ŁASKĘ powrotu … do BOGA, który jest sensem naszego życia.
 
s. Ancilla Bartosik

Drukuj

List z Kelč 04.2015

Misjonarki piszą - Listy Misjonarek 2015-2  
„Albowiem Bóg tak umiłował świat.”   J 3,16
Kelč, WIELKANOC 2015
Witam!  
… zastanawiając się nad dobrym początkiem świątecznych wieści stwierdziłam, że muszę zacząć radością! Mam jej w sobie sporo… Ufam, że będzie się dała wyczytać między zdaniami.
Już kiedy rano otwieram okno a ptaki wyśpiewują oznajmiając wiosnę mam w sobie RADOŚĆ!
To już trzecia moja wiosna na czeskiej ziemi. Wyczekuję cudnie kwitnących jabłoni. Jest ich tu bardzo dużo. Rosną na obrzeżach dróg pomiędzy wioskami. Tu gdzie mieszkamy świat taki miniaturowy. Dużo wiosek a miasta małe. Każdy każdego zna. Mało, kto nie powie dzień
dobry. Szybko mnie wzięli za swoją, więc czuję się jak w domu. Już dobrze mi się mówi po czesku i o dziwo, często jestem pytana, jaki to ja mam właściwie akcent? Polaków da się tu rozpoznać raz dwa.  A ze mną mają problem! Podejrzewają, że jestem ze Słowacji.  Myślę, że to wpływ moich współsióstr Słowaczek. Wspólnie uczymy się czeskiego łamiąc sobie język na tutejszym „ř” i innych niuansach tej słowiańskiej mowy. Pokora, jaką przy tym nabywam nie pozwala mi się już śmiać z tego, co zwykle nas polaków u Czechów śmieszy.  
Lubię Czechów, mam do nich wielki szacunek! Ten mały naród ma w sobie COŚ co wzbudza podziw. Chciałabym, żeby trochę więcej z nich wierzyło w Pana Boga i Panu Bogu a nie tylko własnym siłom. Pracowici i solidni. Doświadczeni zawiłą historią, często pokładają nadzieję w
samych sobie. Twierdzą, że na Boga nie ma czasu. Pewnie to uniwersalne współczesnemu człowiekowi. Dla mnie jednak często spotykane właśnie TU, w rozmowach z Czechami. Podparte wspomnieniami minionej doby komunizmu, który właśnie zbiera swoje plony.
Dzięki różnorodności mojej pracy mam okazję poznawać Czechów z kilku stron. Jako pastoralna asystentka pracująca przy parafii w małym morawskim miasteczku spotykam sporo wierzących ludzi. Gdy już wierzą, to i dość się angażują w życie Kościoła. Spotykają się na modlitwach ojców i matek, śpiewają w scholii i parafialnym chórze. Na każdym pogrzebie gra tu strażacka dęta orkiestra. 20 kobiet potrafi zejść się, aby upiec misyjny kołacz i potem go sprzedać przed kościołem dla Papieskich Dzieł Misyjnych. Są szczodrzy!
Przy parafii mam spotkania z dziećmi w pracowni ceramicznej. A dzieci, jak to dzieci przyprowadzają ze sobą kolegów i koleżanki, które do kościoła nie chodzą. My sobie lepimy a przestrzeń starej plebani ewangelizuje! Jak? Np. razu jednego, siedmioletni chłopczyk pokazując na krzyż zapytał mnie „co to za „chłopek” tam wisi?„ Potem przy wyjściu dzieci już same wyjaśniły mu pokazując na Matkę Bożą z dzieciątkiem skąd się ten „chłopek” wziął.  Tego nikt mu w domu nie opowie. Raz w tygodniu odwiedzając hospicjum należące do kościoła czesko – braterskiego. Natrafiam na sporo osób nie wierzących i nie ochrzczonych. Są mi dani na chwilę. W większości mogę ich jedynie oddać w Boże miłosierne ręce i wierzyć, że się kiedyś na dłużej spotkamy w wieczności.  Ale jako moje wielkanocne przemyślenie i zarówno życzenia chcę dedykować jedno zupełnie inne spotkanie: nie dawno zatrzymało mnie spojrzenie. Otworzył oczy pan, który właśnie przyjął do serca Eucharystię. Już ciężko oddychał i zdało się, że nie ma z nim kontaktu. Cierpiał. Sen jakby trochę tej męki odbierał, łagodził ból. Miałam wrażenie, że cierpienie dogłębnie oczyściło tego człowieka.. Chwilę przed Mszą jego siostra opowiadała o tym, jakim jest człowiekiem. Nie było łatwe jego życie. Wysiłek, jaki włożył w zabezpieczenie przyszłości własnym dzieciom spotkał się z niewdzięcznością i niezrozumieniem. Można było zadać mnóstwo pytań widząc go cierpiącego. Po co?  na co? i dlaczego? Po ludzku chciało się szukać winnego... Na szczęście nie było na to wiele czasu. O 15:00 zaczynała się Msza. Wiozłyśmy go na łóżku do kaplicy. Leżał tuż przed ołtarzem. Potem w jego otwartych szeroko oczach zobaczyłam radość! To dopełniło usłyszaną historię.. Nie potrzebne były żadne słowa. Na wspomnienie tej chwili mam przed oczami twarz owego pana i ogarnia mnie wzruszenie. Coś jakbym zupełnie niechcący znalazła się na drodze krzyżowej. Zwykłe ludzkie życie. takie jak, każde smagane codziennością. Szlifowane spotkaniami nie zawsze łatwych bliźnich, upadkami pod ciężarem siebie samych. Życie, które miało głęboki sens i było spełnione! Za tydzień pokój gdzie leżał był już pusty. Mam wrażenie, że przez to spotkanie i temu podobne dane mi jest stawać pod krzyżem i patrzeć w oczy Jezusowi. Myślę, jak bardzo jest nam bliski. I jak nasza ludzka nędza zbliża nas do Niego. Niepojęta jest TAJEMICA ZBAWIENIA!
Na początku się bałam. Nie ukrywam... Teraz jestem pełna nadziej i jest we mnie RADOŚĆ, bo przecież Bóg tak ukochał świat.
Wierzę w ZMARTWYCHWSTANIE!
I nie boję się pustego grobu! Z WIELKANOCNĄ RADOŚCIĄ
Magdalena Lis SSpS

Drukuj

List Misjonarki z Boliwii

Kochani Przyjaciele Misji!

Wielki Post i zbliżające sie święta Wielkanocne są okazja by znów podzielić sie z Wami moimi misyjnymi doświadczeniami. Jak pisałam w poprzednich listach miejscem mojej misyjnej posługi jest uboga dzielnica na obrzeżach Cochabamby-20 de Octubre. Kiedy dwa lata temu rozpoczęłyśmy nasza prace mieszkało tam około 150 rodzin na nasze spotkania przychodziło 20-30 dzieci. Nie było szkoły, światła, gromadziłyśmy dzieci pod gołym niebem lub w naszym małym mieszkaniu, które udostępniła nam jedna z rodzin. Dzięki wysiłkom mieszkańców i pomocy dobrych ludzi, także Waszej, z radością dostrzegamy wiele zmian…..
- Trwa budowa szkoły, której zakończenie jest zaplanowane na ten rok, w wybudowanej części dzieci od1 do 5 klasy mają juz lekcje-obecnie pracuje tam 5 nauczycieli
- Od grudnia ubiegłego roku mamy juz światło
- My jako Siostry Misyjne kończymy budowę świetlicy i stołówki dla dzieci
- W tym roku w szkole jest ponad 200 dzieci, a na spotkania przychodzi ich około 150…Ufamy, ze w tym roku będziemy sie mogły z nimi spotykać w nowej świetlicy, która trzeba jeszcze wyposażyć…….
- Rozpoczęłyśmy tez spotkania z rodzinami, szczególni z kobietami, organizując dla nich dni formacji integralnej.
-Nasza wspólnota tez sie powiększyła, obecnie jesteśmy w trójkę i co najważniejsze coraz bardziej stajemy sie "SASIADAMI"- "VECINAS" tutejszych mieszkańców, którzy przychodzą by dzielić sie z nami swoimi radościami, troskami itp.
My także uczestniczymy w ich zebraniach, świętach, tym wszystkim co stanowi część ich codziennego życia - to pozwala nam głębiej zrozumieć ich mentalność i potrzeby.
Mimo, że nie mamy odpowiedniego miejsca, staramy sie tez docierać do chorych-przyjmujemy ich w naszym mieszkaniu, odwiedzamy ich w domach i ufamy, że wkrótce  będziemy miały mały Ośrodek Medycyny Naturalnej……
Kiedy rozpoczynałam moje życie zakonno-misyjne ,myślałam, ze misje tu praca głownie w buszu wśród  egzotycznych Indian -dziś po latach doświadczenia w Ameryce Łacińskiej - jestem przekonana ze głównym miejscem misji są wielkie miasta, szczególnie obrzeza miast, gdzie osiedla sie wiele rodzin  z wiosek w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Niestety większość z nich czuje sie wyobcowana, nie ma stałej pracy, zarobki nie wystarczają na utrzymanie rodziny, co sprawia, ze także dzieci są zmuszone do pracy, brak światła, wody ,transportu, ośrodków zdrowia zwiększa śmiertelność, szczególnie dzieci….
Kochani, dziękując Wam za modlitwę, pomoc materialna, życzę by Wielki Post był czasem  szczególnej solidarności z Chrystusem cierpiącym w naszych Siostrach i Braciach, a Święta Wielkanocne niech nas pobudza i uzdolnia do dawania świadectwa o Zmartwychwstaniu, byśmy razem z Maria Magdalena mogli powiedzieć "widziałam Pana…."
Złączona w modlitwie . Jordana

Zobacz zdjęcia w galerii zdjęć.

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij