Drukuj

Papua Nowa Gwinea grudzień 2014 r.

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2014/7

Papua Nowa Gwinea 23.12.2014

Drodzy Przyjaciele Misji 
Wiem, że gdy się dostaje takie listy ogólnie zaadresowane, czyli dostępne dla wszystkich, to się i może nie chce czytać...Jeśli jednak masz ochotę i chwilę, by się zatrzymać, i usłyszeć, co nowego z naszej misji w Papui Nowej Gwinei, to zapraszam!
Fizyczną i techniczną niemożliwością jest dla mnie, by napisać do każdego osobiście. A pragnę by w moich misyjnych wędrówkach uwzględnić każdego z Was, którzy w różny sposób, czy to finansowy, czy duchowy, czy choćby poprzez fakt, ze kiedyś nasze drogi się spotkały, wspieracie mnie i za to jestem ogromnie wdzięczna Wam i Bogu. Niech, więc tych kilka słów, które dzielę, będą wyrazem mojej wdzięczności i jedności w Bogu, który stal się Człowiekiem.

Moi Drodzy, pragnę podzielić sie ogromna radością Bożonarodzeniową. Maleńki Jezus przyszedł do mnie w tym roku w radości dzieci – 13 sierot i dzieci opuszczonych przez rodziców, które mogły zamieszkać w normalnym, ładnym domu. Już wcześniej dzieliłam się z Wami, iż tu w PNG sieroty czy dzieci opuszczone, to nowe wyzwanie dla społeczeństwa. Nie istnieją instytucje, a sporadycznie można spotkać kogoś, kto tak z miłości przygarnie sieroty i da im dobre, godne wychowanie. Oczywiście dalsza rodzina jakoś do tej pory zaopiekowała się sie takimi dziećmi,   ale teraz często staje się to  problemem.

Od prawie 3 lat mam kontakt z grupą dzieci opuszczonych, którymi zajęła się Miriam, kobieta o wielkim sercu. Na swojej posiadłości, bardzo skromnej, bez zabezpieczeń na przyszłość, bez sponsorów, zaoferowała 13 dzieciom schronienie i coś do zjedzenia. Dzieci często trafiały do niej, jako maleńkie, gdy były podrzucone lub zostawione na ulicy. Najmłodsza dziewczynka, imię, Faith, czyli wiara, urodziła się w jej domu. Matka dziewczynki, 16 letnia dziewczyna, chciała dokonać aborcji, ale było już za późno, wiec w ostatnim miesiącu oczekiwania, jej rodzicie przywieźli ja do domu Miriam, by urodziła dziecko i je tam zostawiła. Rozmawiając z nią próbowałam ja przekonać, by to jeszcze wtedy nienarodzone dzieciątko wzięła do siebie. Faith urodziła sie 31 grudnia 2012, a 1 stycznia jej mama wyjechała, zostawiając to jednodniowe maleństwo Miriam i nigdy więcej się nie pokazała. (Dołączam zdjęcie Faith, obchodzimy jej urodziny juz teraz, gdyż w tym świątecznym czasie nie będzie możliwe). To tylko jedna historia, a takich jest 13, a na całym świecie pewnie setki tysięcy, dzieci niczyich, niechcianych. Jednak miłość jest silniejsza i dlatego tych 13 dzieci znalazło ciepło i miłość, i dobroć innych ludzi. Miriam mogła dzieciom zapewnić tylko minimum, często nie było wystarczająco jedzenia czy ubrań. Od kiedy ją spotkałam, Bóg okazał się bardzo hojny, posyłając mi tylu dobrych ludzi, którzy często ze swoich skromnych dóbr dawali cos dla tych istot. Życie w PNG jest bardzo proste, w ogrodzie zawsze cos urośnie, czy słodkie ziemniaki, czy jakieś jarzyny, i to często ludziom starczy do życia. O piękne ubrania tez się nikt specjalnie nie troszczy, wiec można jakoś przetrwać. Ale dzieci potrzebowały domu, miejsca gdzie mogłyby normalnie żyć, spać, rozwijać się. Często aż mnie serce ściskało, gdy widziałam jak śpią byle gdzie w jakimś słomianym, małym domu, a czasem na zewnątrz,   bez koca, a w górach jest nocą bardzo zimno, nie mają miejsca na zabawę, na naukę, na ugotowanie posiłku. Gdy przychodziły silne deszcze nocami, moje myśli były przy nich, wyobrażając sobie jak im przecieka ten słomiany dach. Moim marzeniem było, by widzieć je w nowym domu, na czystej pościeli, uśmiechnięte i zdrowe. I to marzenie spełniło się kilka dni temu.

Budowa domu tu w PNG, szczególnie na terenie czyimś, jest automatycznym zrozumieniem, że budynek w pełni należy do właściciela i całego klanu. Mieliśmy obawy, że dom wybudowany dla dzieci, może przejść w ręce całej rozległej rodziny Miriam. Nie wystarczy mieć tylko słowne potwierdzenia,  a nawet spisane kontrakty niczego nie zapewniają. Tu panują prawa kraju i kultury, i mentalności. Jednak podjęliśmy to ryzyko i dzięki ofiarności wielu ludzi, dom dla dzieci istnieje.
Jest to bardzo skromne mieszkanie, a raczej 2 sypialnie, jedna dla dziewczynek – jest ich 6 i druga dla chłopców – ich jest 7.    Dom jest zbudowany po części  z materiału lokalnego, czyli tzw. Bind, ale solidny, z mocnym dachem, co można zobaczyć na dołączonych zdjęciach.
Duża weranda na zewnątrz i ławeczki, to miejsce, by dzieci mogły spędzać czas w ciągu dnia, czy chronić sie przed deszczem. Zbudowana została tez kuchnia, w stylu wiejskim, z paleniskiem na środku, bardzo duża i praktyczna, bo można tam siedzieć, jeść, ogrzać się. Wiec teraz dzieci maja wszystko, co im potrzeba. Nawet jest bieżąca woda – deszczówka ze zbiornika, która ułatwi im codzienną higienę i zapewni czystą wodę do picia.
Nie zapomnę radości sprzed kilku dni, gdy przyjechałam z nowymi materacami, pościelą, i tym, czego potrzebowały do codziennej higieny jak szczoteczka do zębów, pasta, mydło, ręcznik, itp. Każdy dostał wiaderko, by mieć , w czym się myć i radość była ogrom. Choć nie było jeszcze lóżek, dzieci pierwszą noc w swoim życiu spały na miękkich materacach, przykryte ciepłym puszystym kocem. Szyłam im sama całą pościel, wiec moja radość była tym większa, wiedząc, ile też serca włożyłam w to, by czuły sie dobrze. Ostatnio kupowałam im ubrania – tu aż uśmiecham się - panie w sklepie były bardzo zainteresowane, bo szukałam ubranek dla dzieci  w różnym wieku, wiec i dużo mi pomogły, dobrać też rozmiary butów i ubrać. Stwierdziłam, że właściwie po takim doświadczeniu pewnie jakoś bym dala radę mieć swoich 13 dzieci – tu skłaniam głowę przed Mamami, które tak cudownie umieją wychować dzieci i zatroszczyć się, by miały wszystko, co potrzebują.
Oj nie jest to łatwe.
Oficjalne poświęcenie domu odbędzie sie 20 stycznia 2015, ale juz to Boże Narodzenie będzie radosnym czasem dla dzieci. Razem z pielęgniarkami z naszej klinki, a spora to grupa, odwiedziliśmy dzieci w ubiegły poniedziałek, przywożąc im prezenty choinkowe, urodzinowe ciasto dla Faith i dużo radości, i wspólnych kolęd. To było bardzo ujmujące spotkanie, niejedna łza zakręciła nam się w oczach. To jest bardzo realne Boże Narodzenie, bo dobroć i miłość okazała sie tak widzialna. Słowo stało się Ciałem i zamieszkało miedzy nami... Miłość stała sie czynem i inni mogli jej doświadczyć.

Kochani, to moja ogromna radość, dzielę sie tym wszystkim, by wyrazić Wam moją wdzięczność. Byście i Wy mieli udział w tej malej radości dzieci papuaskich, które tak szczególnie odczuły, że są kochane. Dziękuję za każde dobro, za wasze ofiary materialne a szczególnie za modlitwę. To jest siłą i mocą naszej misyjnej posługi i źródłem dobrych myśli, inspiracji i działania. By inni mogli godniej żyć, i odczuć, że są dziećmi kochającego Boga.
Modlę się sie, by Pan tak hojny i bogaty w swoje łaski, obficie Wam błogosławił i wynagrodził wszelkie dobro. Niech napełni Was radością i prostotą jak serduszka tych dzieci, dla których ciepły koc, cukierek, nowe buty, są pełnia szczęścia. Niech i nas cieszą rzeczy małe, proste, i niech radość dzielenia i dawania, będzie większa, niż radość otrzymywania. Niech ta Miłość, która narodziła sie w Betlejem, umocni nasza wiarę i nadzieję w sens życia, i istnienia każdego ludzkiego bytu.

Kochani, życzę Wam błogosławionego i szczęśliwego Nowego Roku 2015.

Wdzięczna, z darem modlitwy – S. Davida Strojek z Papui Nowej Gwinei                                     
                                                                                                                                                                      
Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego:  ul. Starowiejska 152;  47 - 400 Racibórz tel.32/415 95 84; e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. *  www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"

Drukuj

Zambia grudzień 2014 r.

grudzień 2014
Drodzy Dobroczyńcy
     
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie z gorącej Zambii, choć według kalendarza powinno już się ochłodzić i obficie padać. Deszcz sie opóźnia, a ludzie zaczynają sie martwić, że posadzone już ziarna wyschną w piaszczystej ziemi. Niemniej jednak spoglądamy w niebo z nadzieją.
Tutaj dzieje sie wiele, a dni wydaja sie zbyt krótkie. Zambia liczy sobie 12 milionów mieszkańców a 70 % tej populacji to młodzież i dzieci, tak wiec na brak zajęć nie narzekam. Moim głównym zajęciem jest nadal Apostolat Biblijny w Diecezji Livingstone wśród dzieci, młodzieży i dorosłych (robie to od ostatnich 10 lat). Staram się sie docierać z Biblią również do tych dalekich zakątków naszej rozleglej Diecezji, do miejsc prawie że zapomnianych, gdzie kapłan dociera raz na rok albo raz na kilka lat, bo i takie mamy tutaj osady. Zawsze wracam stamtąd ubogacona wiara, wytrwałością i otwarciem na Boga wśród naszych wiernych katolików. Ostatnio prowadziliśmy biblijne warsztaty w jednej z tych odległych wiosek. Wszyscy uczestnicy w wieku od 20-21 lat to młodzi animatorzy w swoich własnych oraz sąsiednich wioskach. Kościół istnieje tam tylko dzięki zaangażowaniu i aktywności tych młodych ludzi. Jedna z uczestniczek spędziła cztery dni idąc piaszczystymi drogami buszu, zupełnie sama, z małym tobołkiem i wielkim pragnieniem Boga. Kiedy zapytałam, co umotywowało ją do przebycia takiej drogi, odpowiedziała, że chce się dowiedzieć więcej o Bogu i nauce Kościoła i potem umocnić wspólnotę Kościoła w jej własnej wiosce. Wiele podobnych przykładów można by przywołać z rożnych miejsc zambijskiej ziemi.
Właśnie dziś, dzień po naszej Jubileuszowej uroczystości w Niepokalane Poczęcie NMP, świętowałyśmy z dziewczynkami z “Lushomo”, przy nieco lepiej zastawionym stole. Lushomo to taki wyjątkowy dom-schronisko dla małoletnich dziewczynek, którym biologiczni ojcowie, wujkowie czy też nawet dziadkowie brutalnie odebrali dzieciństwo. To dzieci w wieku 5 do 15 lat, które doświadczyły agresji swoich najbliższych w najohydniejszej postaci. Dzięki ofiarności wielu z Was możemy pomóc tym dzieciom, stwarzając im bezpieczny dom.
Kończąc, życzę każdej i każdemu z Was błogosławionego Adwentu oraz Radosnych Świat Narodzenia Pańskiego.

Z modlitwą - wdzięczna s. Ewa Piegdoń -  Zambia
    
grudzień 2014


Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego / ul. Starowiejska 152;  47 - 400 Racibórz    tel.32/415 95 84;  e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.;   www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"

Drukuj

Etiopia październik 2014 r.

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2014/5
Etiopia - Październik 2014r
Drodzy Dobrodzieje i Przyjaciele Misji !

W tym roku w listopadzie minie 20 lat od przyjazdu SSpS do Etiopii. Ten kraj juz w połowie czwartego wieku zetknął sie z chrześcijaństwem. Obecnie chrześcijanie obok muzułmanów cieszą sie największa liczba wyznawców. Największa grupę wśród chrześcijan stanowią chrześcijanie z etiopskiego kościoła ortodoksyjnego. Katolicy to tylko około 1 % społeczeństwa.  Etiopia to jeden z najuboższych krajów Afryki I świata. Właśnie tam zostałam posłana na misje ponad 15 lat temu. Etiopia stała się moja drugą ojczyzną z jej mieszkańcami, z całą różnorodnością grup etnicznych i kultur, wędrujemy razem do domu Ojca.  Jest też ze wspólnotą sióstr, bez której trudno by było służyć i kochać. Pochodzimy z rożnych krajów i kultur, i już sam ten fakt jest znakiem powszechności kościoła dla ludzi, wśród których żyjemy. Przyjechałyśmy do Etiopii z Argentyny, Brazylii, Angoli, Indii, Filipin, Korei, Indonezji i Polski. Jest nas siedemnaście. Nasza praca misyjna to zaangażowanie wszędzie tam gdzie możemy się przyczynić do integralnego rozwoju człowieka, społeczeństwa, zwłaszcza tych najbardziej pokrzywdzonych. W codziennym życiu wygląda to bardzo prosto. Tak prosto, że, gdy zadawane mi jest pytanie – jak tam jest na tych misjach – nie wiem, co powiedzieć.
Staje przede mną, człowiek, mały człowiek, dziecko, lub chory czy szukający zatrudnienia na jeden przynajmniej dzien. Staje przede mną rodząca kobieta lub inna, która ma dwoje małych dzieci. Wychowuje je sama, a gdy spytać o ojca dzieci, każdemu opowiada inna historie. Ma problemy psychiczne. Kto by nie, miał. Od czasu do czasu grozi, że zabije młodszego synka, to czterolatek o łobuzerskim uśmiechu i psotnych oczach. Starsza córka chodzi do naszego przedszkola. Ma 8 lat. Przyjęliśmy ją w drodze wyjątku by pomoc Emu. Emu to imię jej mamy. Jedna z sióstr nauczyła ja jak sie podpisać. Teraz mówi nam – ja może jestem głupia, ale moje dzieci nauczą sie czytać i będą miały lepsze życie. Przychodzą do mnie ludzie, którzy mają swoje pragnienia, potrzeby, oczekiwania. Można zaspokoić niektóre z nich. Na pewno nie wszystkie. Obecnie w Etiopii angażujemy sie w służbę zdrowia – mamy 2 ośrodki zdrowia, w których zapewniamy opiekę około 16 000 pacjentom rocznie. Jest wśród nich duża grupa nosicieli wirusa HIV i chorzy na AIDS. Prowadzimy 3 przedszkola, szkołę podstawową i edukacja nieformalna dla dzieci i dorosłych, którzy nie mają możliwości uczęszczania do szkoły. Pracujemy też z kobietami organizując rożnego rodzaju programy edukacyjne, pomoc w znalezieniu zatrudnienia. Najczęściej jest to pomoc w ukończeniu szkoły przygotowującej do zawodu lub pomoc w formie pożyczki na rozkręcenie własnego interesu, jak wypiek chleba czy własny sklepik. Od dwóch lat prowadzimy apostolstwo wśród kobiet trudniących sie prostytucją by pomoc im zmienić sposób zarabiania na życie. Z 200 kobiet, które uczestniczyły w programach organizowanych przez nas - 4 zmieniły swoje życie. Niektórzy mówią – tylko cztery. Ale skoro każdy człowiek ma tak nieskończona wartość w oczach Boga że wart jest śmierci na krzyżu Bożego Syna, to aż cztery.
Kolejną formą apostolatu są rożnego rodzaju projekty związane z ochroną środowiska, chronimy glebę przed erozją oraz pomagamy w dostarczeniu do wiosek wody pitnej, kopiemy studnie głębinowe i budujemy nowe ujęci wodne. Jest nas tylko 17 sióstr wiec przygotowujemy sobie pomocników i współpracowników spośród ludności lokalnej dając im możliwość wykształcenia i zapewniając tym samym kontynuacje rozpoczętych projektów, gdy my odejdziemy tam, gdzie potrzeby są większe.
Wśród rożnych zajęć staramy się sie znaleźć czas na to by być z ludźmi, by modlić sie z nimi i to nie tylko, w kościele. Także w ich domach, w miejscu pracy. Zwłaszcza w miejscu pracy modlimy się sie razem z chrześcijanami rożnych denominacji. Są wśród nich chrześcijanie ortodoksyjni, protestanci, katolicy, a także świadkowie Jehowy czy nawet muzułmanie. Przynależność do innej religii nie jest przeszkodą do bycia zatrudnionym w naszej misji. Pisze o tym, bo nie jest to takie powszechne w Etiopii. Panuje raczej tendencja by zatrudniać wyznawców swojej religii, a nawet niekiedy zmiana religii jest warunkiem zatrudnienia.
Od kilku lat prowadzimy też apostolstwo powołań. To, oraz jak wierze, modlitwy wszystkich, którzy wypraszają powołania, zaowocowało iż jest pierwsza Etiopska postulantka, która w listopadzie tego roku rozpocznie nowicjat. Jest to dla nas ogromną radością. Powołania rodzime są nadzieją dla tego kraju.
Jestem pielęgniarką. Praca tutaj jednak nie ogranicza sie do wykonywania własnego zawodu. Nie ma też wymiaru godzin. Życie i potrzeby stawiają wciąż nowe wyzwania, ale to dobrze. Można sie wiele nauczyć. W ten sposób jest się nie tylko kimś, kto daje, ale i tym, kto otrzymuje i tak spełnia się już teraz obietnica Pana Jezusa, że ten, kto dla Jego imienia opuści dom, ojca i matkę, stokroć tyle otrzyma. Że wśród prześladowań - bo i te sie zdarzają - to nic. Nie mieszkamy tu, przecież na stałe. Pielgrzymujemy do Domu Ojca.


s. Anna Trzepacz / Etiopia - Październik 2014r

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego ul. Starowiejska 152; 47 - 400 Racibórz - tel.32/415 95 84;e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.;    www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"

Drukuj

Togo grudzień 2014 r.

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2014/8
Hélota 17/12/2014

Kochani Dobrodzieje Misji  
     
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszelkie wyrazy pamięci, modlitwę, listy i wszelkie wsparcie dla naszej misji w Helocie.
Z okazji przepięknych świat Bożego Narodzenia życzę Wam radości i pokoju, które przynosi ze Sobą Nowonarodzony Jezus, Książę Pokoju. Wraz ze Wspólnotą, łączymy sie modlitwą z Wami i prosimy, aby tajemnica Bożej Miłości przenikała coraz bardziej nasze serca i cale nasze życie w służbie Bogu i ludziom. Szczęść Boże i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku.  Pozdrawiamy serdecznie naszych Dobrodziejów i współpracowników.
Drodzy, juz ponad rok jestem na mojej nowej placówce w Helocie na północy Togo. Z wdzięcznością patrzę na miniony rok i marzenia, które z Boża pomocą, krok po kroku, staja sie rzeczywistością. W minioną sobotę była Msza św. pod apatamem w Szpitalu. To wielkie zadaszenie przeznaczone do szczepień niemowląt, znajduje sie przy wejściu na teren szpitala. Widać stad doskonale domy naszych pracowników. Kiedy przyjechałam do Heloty, na każdej Mszy św., patrzyłam na te budynki znajdujące się w opłakanym stanie, wymagające remontu: zmiany dachów, okien i drzwi i składałam je na ołtarzu? Marzyły mi sie dachy z czerwonej blachy aluminiowej, naprawione budynki gospodarcze, fundamenty podmywane, co roku w okresie pory deszczowej- porządnie podsypane żwirem. W zeszłą sobotę podczas Mszy św. składałam na ołtarzu na nowo, lecz tym razem moje dziękczynienie za to że budynki są naprawione. Co prawda nie ma czerwonych dachów, bo to za drogo, ale za to nowa, blacha błyszczy w słońcu i wyremontowane domy patrzą jakby na świat zadowolone ze swego stanu.
Teraz około Świąt, świat kręci sie wokół przygotowań na Boże Narodzenie.  Na spotkaniu rady parafialnej, zaskoczyła mnie propozycja, aby po Mszy św. w pierwszy dzień. świąt zorganizować piknik przy kościele: Każda rodzina przynosi coś do jedzenia i trochę piwa lokalnego (bez tego nie ma świętowania). Będzie muzyka, dzieci przygotowują przedstawienia. Ponieważ na Boże Narodzenie zejdzie sie wieś i okolica, z dziećmi Misyjnymi robimy wielkie gotowanie oddzielnie dla dzieciaków.
W zeszłą niedziele na rekolekcjach dzieci było lekko ponad setka, w święta będzie na pewno dwa razy tyle. Kobiety ze wspólnoty chętnie zgodziły sie na gotowanie dla dzieci, jak to sie mówi u nas: najlepsze święto jest w przeddzień swieta. Pewnie chodzi o to krzątaninę wokoło wielkich garów i zapachy…
Cieszę się że coś siś dzieje we wspólnocie. Ale marzy mi sie dużo więcej. Od 25 lat naszej misji tutaj, ciągle jesteśmy na etapie pierwszej ewangelizacji. Nasza wspólnota składa sie z kilku rodzin, garstki młodzieży, która jest w Helocie w Gimnazjum, naszych dziewczyn z internatu i chmary dzieci.  Wydaje się, że ludzie są ciągle bardzo przywiązani do tradycji, i że chrześcijaństwo wymaga od nich zbyt wiele.  Ludzie żyją z uprawy lichej ziemi, co pochłania ich czas w stu procentach. Na kościół nie maja czasu-tak twierdzą. Zresztą na życie rodzinne i wychowanie dzieci też nie majaą. Rok temu, przeżyłam prawdziwy szok, kiedy jeden z naszych katechetów w Boże Narodzenie nie był na Mszy św., ponieważ w sąsiedniej wiosce był odbiór bawełny i on musiał asystować przy tym.
Innym trudnym elementem tego świata jest to, że kobieta ma jakiekolwiek znaczenie tylko, kiedy rodzi dzieci. I to jak najwięcej. A ich «wychowaniem» zajmuje się cała rodzina, tzn. nikt konkretny. I tak oto my, siostry, mamy bardzo dużo dzieciaków do leczenia, wysyłania do szkoły i wychowywania. Trudność w wychowaniu stanowi też fakt, że dzieci rozumieją tylko jeden argument : kij. Nawet w szkole, niektóre uczą sie tylko, dlatego żeby ich nauczyciel nie bił. W Helocie są już postępy w tej materii, bo dzięki interwencjom sióstr, dzieci bije się po tylnej części ciała a nie po głowie i gdzie popadnie.
Wiec leży mi najbardziej na sercu to żeby Ewangelia w końcu « przyjęła się, » choć trochę na tym gruncie… Z ludźmi znamy się już trochę i myślę, że ponieważ oni widzą że siostrom zależy na nich, próbują coś tam. Ja z kolei zapraszam zawsze serdecznie i dodaję na koniec że :  «obecność obowiązkowa » i że wiem gdzie ich znaleźć w razie nieobecności….
Kochani dobrodzieje Misji proszę o modlitwę, aby Bóg w Trójcy św. Jedyny był « znany, uwielbiany i miłowany » również tutaj na północy Togo.
W Miłości Ducha św.,
s. Aldona SSpS – Helota Togo 2014/15r/

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego :  ul. Starowiejska 152;  47 - 400 Racibórz tel.32/415 95 84;   e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. *  www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"

Drukuj

Benin październik 2012 r.

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2012/7

Ouake/ Benin - Racibórz, 08/10/2012 r.
Drodzy Przyjaciele Misji!
Pragnę podziękować za wszelkie ofiary nadesłane dla rodziny Biliban z wioski Kik-Kim, jednej z wiosek naszej parafii w Beninie. Rodzinę tę znam od roku, od czasu, kiedy to przeniesiona zostałam na naszą misję na północy Beninu, do parafii Sonaholou, na terenie, której leży wioska, Kim-Kim.   Według statystyk, Wybrzeże Kości Słoniowej nad Zatoką Gwinejską, ma najwyższy procent urodzeń bliźniąt na świecie, bo aż 12 na 100.  Rodzina Biliban jest szczególnym przypadkiem, gdyż wszystkie porody, a było ich pięć, wydały w rezultacie bliźnięta.  Państwo ci posiadają, więc dziesięcioro swoich dzieci, pięć razy bliźnięta, i od kilku lat stali się rodziną adopcyjną dla siódemki dzieci zmarłego brata pana Biliban. Według miejscowego zwyczaju, matka dzieci, wdowa po mężu, opuszcza jego dom i wraca do domu rodzinnego, ich ojcem staje się któryś z braci Ojca. Rodzina Biliban utrzymuje się z uprawy ziemi, której nie posiada wiele, która jest uboga i nie wydaje dobrych plonów. Oprócz tego hoduje trochę zwierząt, kozy, świnie i drób, które się sprzedaje i w ten sposób uzyskuje pieniądze na utrzymanie rodziny. Obecnie wszystkie dzieci, które są w wieku szkolnym, chodzą do szkoły lub uczą się zawodu. Podczas wakacji dzieci z rodzicami uprawiają ich własne pola, ale też szukają dodatkowych zajęć, aby zarobić na zeszyty i potrzebną wyprawkę do szkół. Oto imiona i etap ich szkolnej edukacji:
•    David i Samson lat 20. David jest w ostatniej klasie Gimnazjum, Samson uczy się zawodu, ślusarz- spawacz
•    Jacques i Jacqueline, lat 17, w drugiej klasie Gimnazjum,
•    Paul i Pauline lat 13, w 5 klasie szkoły podstawowej
•    Victor i Victorine lat 7, w zerówce,
•    Clement i Clementine lat 4, jeszcze w domu z rodzicami
•    Rodzice: Ojciec –Rolnik, Matka- zajmuje się liczna rodziną
Dzieci zmarłego brata są następujące:
•    Celine lat 13, w piątej klasie szkoły Podstawowej,
•    Titimnayi lat 12, w 1 klasie szkoły Podstawowej,
•    Thiery lat 7, w zerówce.
•    Pozostała czwórka dzieci jest starsza i obecnie przebywa poza domem, pracuje tymczasowo przed rozpoczęciem roku szkolnego, który rozpoczyna się w Beninie w Polowie października. Kochani Dobrodzieje, dzięki waszej ofiarności możemy wspomóc tych ludzi i ulżyć ich biedzie.  Kochani, pragnę Was poinformować, ze siostra Bożena Borucka, która zachęciła Was do wspierania tejże Rodziny została przeniesiona na inną placówkę i obecnie przebywa w Ghanie. Przed swoim wyjazdem powierzyła mi troskę nad rodzina, Biliban. (Już wróciła do Togo). Ja obecnie przebywam w Polsce na urlopie, do Beninu wracam 16 listopada. Po moim powrocie spotkam te rodzinę, aby porozmawiać o ich potrzebach i pomoc im dobrze zagospodarować Wasze ofiary, pieniądze dla nich przeznaczone. Postaram się poinformować Was o naszych przedsięwzięciach. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i zapewniam o modlitewnej pamięci.
Szczęść Boże, S. Aldona Wysocka SSpS, Benin         

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego: ul. Starowiejska 152; 47 - 400 Racibórz tel.32/415 95 84; e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. *  www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"                                                                                    

Drukuj

Benin czerwiec 2013 r.

„Misjonarki piszą…”- Listy Misjonarek 2013/2,

Ouaké, 04 czerwca 2013                        
Drodzy Dobordzieje !
Moc pozdrowień z Beninu i serdeczne podziekowania za Wasze stałe wsparcie dla Rodziny Billiban. Pragnę was poinformaować że wszyscy mają się dobrze : rodzice, wszystkie dzieci i Babcia która mieszka wraz z Nimi. Wszystkie dzieci kontynuują naukę. Dwóch chłopców uczy sie już zawodu. Najstarsi bliźniacy Państwa Billiban , Samson i Dawid maja juz po 20 lat. Samson uczy sie zawodu ślusarz-spawacz w Natitingou, mieście oddalonym o 150 km od Kim-Kim rodzinnej wioski. Dawid jest w ostatniej klasie Gimnazjum. Żak i Żaklin maja po 17 lat i są w czwartej  klasie gimnazjum. Paul i Paulinę –lat 15, są w szóstej klasie (ostatniej) szkoły podstawowej. Wiktor i Wiktorin maja po 7 lat i kończą pierwsza klasę szkoły podstawowej. Najmłodsze z Bliźniąt Klemens i Klementyna maja po 5 lat I kończą przedszkole.
Ywes, najstarszy syn zmarłego brata lat 19, uczy sie murarstwa w Djougou (50 km od domu).  Saleme ma 18 lat I jest w ostatniej klasie Gimnazjum. Celina, lat 15 kończy podstawówkę w tym roku. Titimney, lat 14  i Joel lat 12 także są w ostatniej klasie szkoły podstawowej. Tieri lat 10 kończy trzecia klasę w Podstawówce i ostatni - Krystian , 6 lat jest w Przedszkolu.
Zawsze, kiedy pojawiam się sie w rodzinie, na podwórku robi sie ruch. Wszyscy “organizują” przyjęcie siostry w domu. Ostatnio, kiedy tam byłam, na drzewie przed domem były jeszcze owoce. (mówią na nie :ser lokalny).  Chłopcy szybko wspięli się na drzewo żeby  ich narwać, wysoko po tej najdorodniejsze. Potem położyli je przede mną na ziemi i zaprosili żeby się częstować. Dziewczynki pobiegły po krzesło, w domu są dwa plastikowe krzesła dla gości i wszyscy zasiedliśmy pod wielkim drzewem.  Ja i ojciec na krzesłach, reszta na stołeczkach lub ziemi, najmłodsze Klemens i Klementyna –na kolanach u rodziców, (co jest dosyć rzadkim widokiem na wioskach). Pod drzewem jest najlepiej, bo cień daje uczucie chłodu. Rodzice mówili o zasiewach, które już rozpoczęli w połowie maja: kukurydza, fasola, ryż, papryka i pomidory. Posadzili również jam, który daje byliny- przypominające nieco ziemniaki, tyle ze dużo większe.  Potem rozmowa zeszła na budowę domu, która rozpoczęli w marcu. Pustaki zrobili wspólnymi siłami z gliny. Pracowała przy tym cala rodzina. Mama z dziewczynkami nosiła wodę, chłopcy mieszali glinę z woda i miesili nogami, najstarsi z ojcem ubijali ja w foremkach i układali pustaki w równych rzędach na ziemi. Do stawiania budynku kupili cementu, tłumaczyli że wówczas budynek wytrzymuje dużo dłużej niż stawiany tylko z gliny.  Część drewna na więźbę dachową kupili u stolarza, część sami wykonali z konarów drzew. Wszyscy byli zadowoleni i dumni ze budują dom. Potem powiedzieli że blachę na dach będą mogli kupić po zbiorze papryki, potem pomyślą o drzwiach i oknach, może o tynkowaniu domu, ale na razie nie maja na to pieniędzy.
Wówczas zaproponowałam że, ponieważ zostały jeszcze pieniądze na ich koncie, możemy pomoc w wykańczaniu domu. Obecnie budynek ma już dach, drzwi, okna i w najbliższym czasie zostanie w całości wytynkowany. Również zostanie wylany cement w pomieszczeniach. Parę dni temu, przyjechała do nas, do sióstr delegacja Billibanów. Rodzice z kilkorgiem dzieci.  Przyszli podziękować za pomoc w stawianiu domu.  Takim podziękowaniom towarzyszy zawsze jakiś podarunek, który musi być cenny. Prezentem był młody, piękny kogut. ( zasilił nowo powstały siostrzany kurnik, bo szkoda go zabijać).  
Myślę, że takie gesty, świadczące o wdzięczności są bardzo piękne, a tego koguta powinnam przywieźć do Polski i podarować Wam, Kochani Dobrodzieje, którym należy się to podziękowanie.
W imieniu własnym i rodziny  Billiban pragnę bardzo podziękować za Wasze wsparcie, modlitwę i ofiary pieniężne, które są dla  nich  wielką pomocą, zwłaszcza w edukacji dzieci. Bez Waszych ofiar, również budowa domu dla tej licznej rodziny, byłaby bardzo trudnym przedsięwzięciem. Z mojej strony, z serca dziękuje za Wasz udział w naszej pracy na froncie misyjnym i zapewniam Was o łączności modlitewnej i ogromnej wdzięczności.
Pozdrawiam serdecznie, i życzę obfitości łask Bożych dla Każdej i Każdego z Was i Waszych Rodzin. Niech Pan obdarza Was pokojem i radością serca. Szczęść Boże!
s. Aldona Wysocka, misjonarka z Beninu

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego: ul. Starowiejska 152; 47 - 400 Racibórz tel.32/415 95 84; e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. *  www.siostrymisyjne.pl                                                                                                                                                                                                                                                                  Konto Misyjne: BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem  "na cele Misyjne"   

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij