Drukuj

List z Ghany - 04.2016

Ghana Trojaczki urodzone w Nkawkaw s. Beate GrNkawkaw 5.04.2016

Drodzy Przyjaciele Misji i Dobrodzieje  Kochana S. Dolores

Gorąco pozdrawiam z Ghany i chciałam tylko dać znać czy poinformować. że szukamy środków na sprzęt medyczny do szpitala. Dowiedzieliśmy sie, ze O. Waldek Kus planuje wysłać kontener do Ghany po wakacjach, stad również nasza inicjatywa, żeby poszukać jakiś środków na sprzęt medyczny do szpitala w Nkoko (pisze sie Nkawkaw).Ten sprzęt bardzo szybko sie tu zużywa, ale tez bardzo go tu brakuje. A trochę żartując, nie chcemy, żeby ze szpitala została tylko nazwa. 

W 2015 zakończyliśmy rozbudowę sali porodowej i położnictwa w naszym szpitalu w Inkoku (pisze sie Nkawkaw), gdyż miejsce było za małe w stosunku do potrzeb. Kobiety po urodzeniu leżały po prostu na materacach na podłodze i po kilku godzinach wypisywane były ze szpitala. Ma tu miejsce średnio 300 porodów na miesiąc. W zeszłym roku w niektórych miesiącach było i ponad 400. A wiec pozdrawiam z Ghany, kraju tropikalnego położonego w Afryce Zachodniej. Pracuje tu od ponad 5 lat w sektorze zdrowia a konkretnie na sali porodowej i położnictwie i pomagam przychodzić na świat (jak tu sie potocznie mówi) 'przyszłym liderom'. Czasem to określenie mnie rozśmiesza, ale czasem dołączam sie do tego nastawienia, pełnego nadziei i radości. Uświadamiam sobie wtedy ile skarbów jest juz złożonych w tych nowonarodzonych maleństwach. Pozwólcie, że trochę opisze, jak wygląda praca z kobietami oczekującymi dziecka  na naszym ghanejskim skrawku Afryki. Życie tutejszych ludzi jest bardzo skromne, surowe i toczy sie własnym, afrykańskim rytmem. Niewiele sie tu zmienia, a jeżeli już, to zmiany te następują bardzo powoli. Ludzie ci wydaja sie być bardzo zahartowani do surowych warunków i to nie tylko ciałem ale i sercem. Bo są to ludzie o radosnym usposobieniu, wdzięczni, serdeczni, pozytywnie nastawieni do życia, bardzo cierpliwi i wydaje się, że wszystko potrafią znieść (ból i cierpienie też). Czasem myślę (...jeszcze po europejsku...), ze wiele rzeczy chciałabym tu zmienić, poprawić, ulepszyć, ale to nie takie proste. Oni natomiast są mistrzami w akceptacji tego czego zmienić nie mogą.  Tak wiec praca tutaj niesie wyzwania i trudności, ale jednocześnie radość i zadowolenie, gdy patrzy sie na ich optymizm. Ale bywa rożnie.... Pisałam juz chyba, że czasem rodzina nie zaakceptuje noworodka. Tak stało sie z jednym maleństwem, którego matka zmarła przy cieciu cesarskim (na skutek krwawienia z łożyska przodującego). Dowiedziałam sie od naszego personelu, ze rodzina 'oskarża' noworodka o zabicie matki, i...dopiero po 4 dniach przyszli do szpitala po rzeczy kobiety.......i przy okazji po jej dziecko. Jaki los czeka te dziewczynkę? Czy znajdzie miłość w tej rodzinie? Ludzie tutaj często bazują na swoich tradycjach a podawanie im medycznych racji do nich nie przemawia. Trzeba pamiętać bowiem, że ludzie tutaj żyją w bardzo mocnych zależnościach i relacjach rodzinnych. Liczy sie zawsze orzeczenie starszyzny rodu (prawa człowieka raczej do nich nie przemawiają). Ponadto szacuje sie, ze np. na północy Ghany ok 78% ludzi nie umie czytać i pisać. Generalnie edukacja jest bardzo niska. Stad np. plakaty edukacyjne z pięknymi napisami do nich nie przemawiają, albo gdy trzeba podać leki w odpowiednich godzinach pacjent musi być przyjęty do szpitala. Chcąc komuś przepisać tabletki w godzinach rysuje się na opakowaniu kółka, które odpowiadają porom dnia :rano, w południe i wieczorem. ( Słońce  w Ghanie wschodzi ok 6 rano a zachodzi ok. 18:00.). Tutejszym ludziom trudno jest rozłożyć czy rozplanować cos w czasie.  Gdy pracujemy w przychodniach na wioskach  często spotykamy się z wezwaniami do porodu. Kiedyś wezwano  nas gdyż kobieta urodziła w drodze do przychodni, wiec wróciła do domu. Tyle, że łożysko się nie odkleiło i wzywali pomoc. Nie tak łatwo było dotrzeć do tej zagrody, składającej sie z kilku okrągłych glinianych domków, gdzie mieszkała rodzina wielodzietna i wielopokoleniowa. Gdy przyjechaliśmy na miejsce powiedziano nam, że to nie to gospodarstwo, ale przeprowadzono nas przez wysoką kukurydze. Szliśmy chyba z 10 min. mijając po drodze dwa  inne obozowiska (domy wielodzietne). W końcu dotarliśmy na właściwe miejsce. Byłam z panią, która pracuje jako pomoc medyczna w naszej przychodni. Znała tych ludzi bo pochodziła z ich szczepu, a teraz była dla mnie biletem wstępu do tego przeciekawego domostwa.  Kobieta usadowiona na glinianej podłodze gdzieś w kacie otoczona była przez wiele innych kobiet, które jednak tylko stały i patrzyły. Dziecko było urodzone, ale jakby nieżywe, leżało obok, pełno much nad nim, pępowina nieobcięta, łożysko nieurodzone. Po odcięciu pępowiny dziecka maluch zaczął płakać ku radości  i poruszeniu zebranych. Po zastrzyku dla matki urodziło sie też łożysko. Miałam wiec okazje zobaczyć na własne oczy na czym polega tutaj to 'rodzenie w domu'. Zabraliśmy mamę i dziecko do przychodni, żeby się upewnić, że nie ma komplikacji i jednocześnie dać im potrzebne leki, wykąpać chłopca i pozwolić im trochę odpocząć. Z jednego dnia pamiętam, trzy kobiety, które urodziły  chciały mi oddać swoje dzieci. Może dlatego, że usłyszały ode mnie w swoim lokalnym języku, iż 'dziecko jest piękne', ale pewnie bardziej dlatego, że wiedziały iż oddając dziecko 'białej' będzie miało ono co jeść, bo dla nich były to już kolejne dzieci do wykarmienia. Oczywiście dzieci zostały z mamami. W dzień św. Walentego mieliśmy 2 porody, urodziło sie 2 chłopców i nazwalam sobie każdego z nich: Walus, ale tutejsi ludzie nie umieli tego wymówić:) Nadanie właściwego imienia następuje dopiero jakieś 8 dni po porodzie  i jest to uroczystość rodzinna. Jak zauważyłam, w 'mojej' mentalności powinni mieć imiona od razu. Afrykańskie życie jest naprawdę niesamowite. Niektórzy przecież nie wiedzą jak się oficjalnie nazywają (może poza lokalnym imieniem) albo też nie wiedzą kiedy sie urodzili, ich podpis to odcisk palca.... Czasem patrząc na morze potrzeb chciałoby się powiedzieć, że to studnia bez dna i najprościej byłoby nic nie robić tylko dlatego, że można zrobić tak niewiele. Ale wydaje się, że ci ludzie żyjący tu tak od pokoleń też są tego świadomi i może dlatego tak bardzo potrafią być wdzięczni za małe rzeczy, a czasem tylko za to, że się jest...z nimi...wśród nich...dla nich... Wyczuwają również wszystko, co robi sie z sercem. Jeszcze może trochę statystyki z sali porodowej naszego szpitala:

W styczniu 2016:

W lutym 2016:

porodów 270

porodów 225

ciec cesarskich 40

ciec cesarskich 43

porodów pośladkowych 7

 

porody bliźniacze 9

porody bliźniacze 6

dzieci martwo urodzone 8 ( w tym 5 zmacerowanych)

dzieci martwo urodzone 7 ( w tym 5 zmacerowanych)

Ostatnio zmarła nam tez kobieta zaraz po porodzie. Urodziła  dziecko razem z łożyskiem i krwawienia nie udało się opanować. Miała przetoczoną krew, ale zmarła ze względu na wyrzepienie.... Gorąco pozdrawiam wszystkich i życzę Opieki Bożej Opatrzności.  

s. Beata  Grodź – Ghana

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij