Drukuj

Wbrew panującej opinii

 

 

 

Kiedy 19 października 1975 r. Arnold Janssen został wyniesiony na ołtarze, mało kto wiedział, kim jest ów nie znany ksiądz. Dlatego chcielibyśmy przypomnieć jego sylwetkę.

Urodził się w 1837 r. w Pruskiej Nadrenii, w środowisku głęboko religijnym. Jego ojciec, Gerard, by utrzymać ośmiorgo dzieci, zarabiał uprawiając kawałek roli i wożąc towary koniem z Holandii. To zajęcie przejął po swoim ojcu, a dziadku Arnolda. Trzej synowie Gerarda obrali stan duchowny: najstarszy i najmłodszy zostali kapłanami, młodszy od Arnolda, Wilhelm, został bratem zakonnym u kapucynów, gdzie przyjął imię Juniperus.

Arnold Janssen jako młody kapłan pracował przez 12 lat jako nauczyciel w szkole miejskiej w Bocholt, w Westfalii. Praca ta nie dawała mu większej satysfakcji. Interesowały go wielkie sprawy Kościoła. Dlatego zrezygnował z pracy w szkolnictwie, która zapewniała mu spokojną egzystencję i oddał się wydawaniu skromnego pisemka "Małego Posłańca Serca Jezusowego" w Kempen, gdzie przyjął funkcję kapelana sióstr urszulanek. Tam często wracał do XV wiecznego Tomasza a Kempis, który w tym miasteczku żył i pisał. Szukając 1874 r. materiału do swego miesięcznika, spotkał się z wikariuszem generalnym z Chin, msgr. Timoleonem Raimondim. Było to w Neuwerk pod Düsseldorfem. To właśnie bp Raimondi był tym, który zasiał w nim ziarno niepokoju. Powiedział mu bowiem: Niech ksiądz założy dom misyjny. Wtedy jeszcze nie było takiego domu w Niemczech. Arnold Janssen zaskoczony propozycją, stanowczo odmówił. Ale po roku i paru miesiącach ks. Janssen był już właścicielem domu, a po paru tygodniach otworzył dom misyjny w Holandii.

I tak zaczęła się wielka przygoda człowieka, który zawierzył Bogu. Ten fakt i jego okoliczności odkrywają nam piękny rys Założyciela Księży Werbistów: jego ufność i wiarę. Niepokój zasiany przez bpa Raimondiego zmusił Arnolda Janssena do zadania sobie pytania: czy rzeczywiście Pan Bóg nie powołuje go do założenia domu misyjnego? Aby uzyskać pewność, ks. Janssen umilkł na parę tygodni, jakby się wycofał z życia publicznego. W tym czasie modlił się dużo i pytał samego siebie: czego chce Pan Bóg ode mnie? Stopniowo rozumiał, że jego dotychczasowe życie było jakby przygotowywaniem go krok po kroku do roli założyciela domu misyjnego. Kiedy w ten sposób rozeznał wolę Bożą odnośnie swojej osoby powiedział Bogu: tak!
Jednak wyrażenie zgody i podjęcie się założenia domu misyjnego niczego mu nie ułatwiło. Przeciwnie, na jego drodze poczęły wyrastać coraz to większe kolce i przeszkody. Wyliczmy je po kolei:
Jego własny biskup z Münster zdystansował się od całej sprawy.
Bp Paredis z Holandii, na terenie którego diecezji Arnold Janssen chciał założyć dom misyjny, powiedział do dziekana z Roermond: "Był tu u mnie ks. Janssen. Chce założyć dom misyjny. Proszę pomyśleć: nie ma niczego... albo jest szalonym albo świętym".

Arcybiskup Kolonii, bp Melchers mówił do swego otoczenia: "Był u mnie dzisiaj ks. Janssen... Chce nawracać pogan. Tu w Kolonii jest dość pogan; niechby tych najpierw nawrócił".
Rodzony brat Arnolda, Juniperus, kwestarz kapucyński, szczycił się początkowo przed księżmi, których odwiedzał, że jego brat zamierza założyć dom misyjny. Kiedy jednak usłyszał od nich nie mało złośliwych uwag, otwarcie napisał do Arnolda list: niech się nie ośmiesza, ponieważ niewielu ma zwolenników.
Ks. Bill, jeden z jego pierwszych współpracowników, po otwarciu domu misyjnego powiedział: "Rozmawiałem z wieloma księżmi z Niemiec i Holandii; nie znalazłem ani jednego, który by się czegoś po tym przedsięwzięciu spodziewał".
Ks. dr von Essen, który także początkowo chciał współpracować z ks. Janssenem, miesiąc przed otwarciem domu misyjnego napisał w swoim pisemku parafialnym: "W pierwszych dniach sierpnia w pobliżu Venlo, mianowicie w Steyl, zostanie zakupiony budynek jako początek domu misyjnego. Dzieło to jest ważne i brzemienne w skutkach. Może ono być kierowane jedynie przez kapłana, który odznacza się pokorą, wiedzą i znajomością świata i który posiada zaufanie swoich konfratrów. Na razie brakuje człowieka do realizacji tego dzieła. Módlmy się, ażeby Pan Bóg w swoim miłosierdziu rychło posłał odpowiednią osobę".
Po latach (w 1899 r.) sam Arnold Janssen wspominał ów okres: "Gdziekolwiek poszedłem, traktowano mnie z pobłażaniem, jako osobę, która cierpi na ekscentryczne idee".


Tu może rodzić się pytanie: dlaczego Arnold Janssen dopiął swego? Jako człowiek wiary, wyniósł on z domu przekonanie, że poznanej woli Bożej trzeba być wiernym, poznana wola Boża człowieka zobowiązuje! Choć drwiny i uśmieszki bardzo go bolały, trwał przy swoim. "Gdybym sobie nie musiał powiedzieć "Bóg żąda tego od ciebie, będziesz tchórzem, jeśli tego nie zrobisz", rzuciłbym wszystko". Wierność temu, co rozpoznał jako swoje zadanie życiowe, pozwoliła mu trwać. Ks. Janssen wierzył w misję przeznaczoną mu przez Boga. "Wszystkie dzieła Boże rozpoczynają się w krzyżu i cierpieniach".

Lata ciężkiej pracy i wiernego trwania przyniosły owoce. Pierwszym krajem misyjnym, do którego posłał swoich misjonarzy były Chiny, potem przyszło Togo, Ameryka Południowa i Północna, Nowa Gwinea i Japonia. Poza zgromadzeniem werbistów, założył dwa zgromadzenia żeńskie Służebnic Ducha Świętego: jedno apostolskie, drugie kontemplacyjne. Arnold Janssen wysłał do końca swego życia na misje i do pracy apostolskiej w krajach zamorskich: 331 kapłanów, 173 braci misyjnych i 211 sióstr, nie licząc tych, którzy pracowali w Europie. Było to udane życie.

Kiedy w 1972 r. kardynał Rossi przedstawiał jego osobę na posiedzeniu plenarnym kardynałów, widział w nim:
-Pioniera nowoczesnego ruchu misyjnego w Niemczech
-Przełożonego Zgromadzenia, które nauki o człowieku (etnologię i lingwistykę) włączyło do programu kształcenia przyszłych misjonarzy.
-Gorliwego apostoła pojednania podzielonych chrześcijan,
-Krzewiciela ruchu rekolekcyjnego
-Odważnego inicjatora katolickiego apostolstwa prasy
-Niestrudzonego bojownika apostolstwa świeckich.

Św. Arnold Janssen jest człowiekiem sukcesu. Ale źródła tego sukcesu nie wypływają z niego samego, ale z Boga. Dzisiejszemu człowiekowi Arnold Janssen pokazuje z jakich źródeł musi czerpać, aby nie ulec coraz głębszym stresom i depresjom: musi on swoje życie i powołanie życiowe widzieć jako dane i zadane przez Boga!

Józef Tyczka SVD 

Józef Tyczka SVD 

 

 

 

Kontakt

Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego
Congregatio Missionalis Servarum Spiritus Sancti (CM SSpS)
ul. Starowiejska 152,
47-400 Racibórz
tel. (0-32) 415-50-51, 415-98-09 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Powołaniowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Referat Misyjny Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego
ul. Starowiejska 152;
47 - 400 Racibórz
tel.32/415 95 84;
e-mail referat Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.: www.siostrymisyjne.pl
Konto Misyjne:
BGŻ 15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem "na cele Misyjne"

Intencje

wyslij